Mama2c

Mama2c

niedziela, 23 kwietnia 2017

No to zacznijmy od Świąt...

Tematów znowu zbiera się od groma, a w ostateczności wyjdzie jak zawsze- połowy zapomnę, o reszcie wspomnę gdzieś pomiędzy przepisem a wycieczką...

Najpierw może żywy dowód na to, że wbrew temu, o czym będzie w kolejnej części posta, matka natura miała z wiosną dobre, prawidłowe zapędy...
Były na ten przykład forsycje...
To taki wdzięczny, niepozorny krzaczek, który zawsze, ale to zawsze kojarzy mi się właśnie z początkiem wiosny:





Na niektórych zdjęciach, co na pewno wyłapało bystre oko Czytelników, widać nawet takie zjawisko, o którym mówimy: ale słoneczny dzień... 
Zjawisko to, w północo-zachodniej części Polski zdaje się być już powoli zapomniane, ale od czego mamy zdjęcia! 

Wracając zatem do czasów, kiedy jeszcze wszyscy mieliśmy nadzieję na normalną, pogodową kolej rzeczy, na mojej osobistej działce też się wiosennie zadziało: 







Jak widać, pojawiły się tulipany, ostróżka, łubin ruszył jak oszalały i pojawił się tak ukochany przez nas lubczyk... Co roku, kiedy domowo wyeksplatujemy biedronkowe hiacynty, dostają drugie życie na działce, a towarzyszą im między innymi szafirki, które pokazywałam już w poprzednich latach...

Skoro wiosna, to pojawiły się i wielkanocne akcenty...



Dawno nie pokazywałam psa, więc proszę- żyje, właśnie obchodziliśmy drugą rocznicę, kiedy pojawił się w naszym życiu... Ciekawe, czy biedak nie żałuje... Podobno można i zagłaskać na śmierć, a tu jak widać, do głaskania dwie pary rąk...


Świnki, również w formie:


Przyszedł Wielki Piątek i naprawdę nie obrażając niczyich uczuć, ale sama osobiście też miałam uczucie, że to mój WP... Już wyjaśniam... Po zwolnieniu, na którym byłam jakiś czas temu, wróciłam oczywiście do zasmarkanych i kaszlących maluchów. Nie wiem, czy moja infekcja nie była wyleczona do końca, czy mój organizm się buntuje, ale po dwóch dniach z powrotem miałam katar. Do Marcina do Gdańska jechałam już z wrażeniem, że poszło mi na zatoki, ale tak bardzo czekałam na ten wspólny weekend, że nawet noga w gipsie by mnie przed nim nie powstrzymała. Zaopatrzona we wszelkie możliwe medykamenty, łapałam w pociągu te krótkie chwile, kiedy w przedziale nie było nikogo poza mną, i smarkałam na całego... Po powrocie do Szczecina było tylko gorzej, ale... Właśnie: "ale"... Dwie koleżanki poszły na zwolnienie w tym przedświątecznym tygodniu... Nie było co prawda kompletu dzieci, ale było ich całkiem sporo, a ja z każdym dniem czułam się coraz gorzej, żeby w piątek koło 13 mieć taki kryzys, że było mi już totalnie wszystko jedno, czy mnie zwolnią, czy nie, ale jedyne o czym byłam w stanie myśleć, to o tym, żeby pójść do domu i wziąć coś na ten potworny, zatokowy ból głowy. Kto miał, ten wie o czym mówię. Ten, kto wie o czym mówię, niech sobie wyobrazi osiem godzin z dziećmi, które nawet z gilem po pas, wydają z siebie całą gamę odgłosów, bo takie Ich prawo... Jeśli mam być szczera, to nie wiem, jak dotrwałam do końca, a żeby było śmieszniej, miałam faktycznie zmianę "do końca", czyli zamykałam tego dnia przedszkole. Zadzwoniłam do Marcina, żeby po mnie przyjechał, bo nie byłam w stanie wracać autobusem do domu. Kiedy w końcu się tam znalazłam, dopiero po konkretnej dawce leków, byłam w stanie zacząć myśleć, że chciał- nie chciał, przecież musimy się zmobilizować i coś zrobić w związku ze Świętami. Na szczęście malowanie pisanek to zawsze działka Marcina, ja tylko zrobiłam Im parę fotek do rodzinnego albumu...

Co prawda zanim pomalowali jajka, Marcin musiał iść po drugie farbki, bo te, które kupiliśmy wcześniej nadawały się dla ludzi, którzy mają czas się bawić, albo nie mają 4,5letniego dziecka... Generalnie chodzi o to, że żeby uzyskać taki efekt, jaki zachęcił nas z opakowania (głupcy nie doczytali już w sklepie jak się go osiąga!), trzeba trochę nad tym popracować... No, że ja na to nie wpadłam, to nie dziwi mnie to zupełnie, ale że Marcina nic nie zaniepokoiło?! 



W sobotę przed święconką odbyliśmy maraton za tortem, ale o tym albo kiedy indziej, albo nigdy. Odstawiliśmy Elizę do babci (kontynuuje moją tradycję, zawsze z bratem już sobotę spędzaliśmy u babci i uwielbialiśmy to), a następnie Marcin i Lila poszli czynić swoją powinność:


Po powrocie czekała na Lilę niespodzianka- była moim pomocnikiem przy pieczeniu brownie. Tak, tak- typowe polskie, wielkanocne ciasto, wiem :)


Po brownie upiekłyśmy jeszcze w duecie sernik dyniowy, kolejna pozycja, której nie może zabraknąć na wielkanocnym stole... :)


W niedzielę z samego rana pojechaliśmy do Mamy... I w sumie tu pojawia się chyba pierwszy , naprawdę optymistyczny akcent w tym poście :) No zobaczcie sami, mieć dwie takie pomocnice, które uwijają się jak małe mróweczki w machinie wielkiego mrowiska, zwanego świętami, żeby mama mogła sobie spokojnie selfiaki strzelać? Bezcenne...




Nie mówiąc już o tym, że dziewczyny przez ten kawałek dnia i noc, wyraźnie się za sobą stęskniły :)




Nasze tegoroczne słodkości... Domowe i nabyte drogą kupna...





A tu, wyszarpaliśmy dosłownie godzinę, kiedy udało się podczas tych Świąt wyjść na normalny spacer, nie ryzykując totalnego zmoczenia i urwania głowy. No paskudna nam się pogoda trafiła! Jak przypomnę sobie swoją radość, kiedy odkryłam, kiedy w tym roku wypada Wielkanoc... Ha! Oczyma wyobraźni już brodziłam gołymi stopami po polskim morzu! Już grilla odpalałam i leżaki wyjmowałam, przekonując samą siebie, że jajeczko z taką grillowaną kiełbasą się nie pokłóci... Już w styczniu miałam gotową na ten dzień sukienkę pastelową z dekoltem na plecach... Tu się akurat problem sam rozwiązał, bo nie schudłam do niej, tyle, ile powinna... Tak, czy siak- słońce miało nas przyjemnie ogrzewać, temperatura miała być na tyle wysoka, żeby te wszystkie zimowe łachy dawno już wisiały w najdalszym kącie szafy... A tu dupa.  Jaraliśmy się, bo przez godzinę nie padało i nie wiało.






Wracając ze spaceru spotkaliśmy moją chrześnicę, Basię, z rodzicami i bratem. Jaka była radość! Dziewczynki się bardzo lubią, a i my ucięliśmy sobie przyjemną pogawędkę. Mam nadzieję, że kiedy już przyjdzie PRAWDZIWA wiosna, a może od razu lato (bo i taki wariant dopuszczam), uda nam się zorganizować jakąś wycieczkę z rodzinką Basi.


Wracając do pogody, to od Świąt mija dokładnie tydzień i nic, ale to nic się nie zmieniło... Mając na ranną zmianę zakładałam typowo zimową kurtkę. Czy ktoś się dziwi, skoro w nocy wróciły przymrozki??? Wróciły i już niestety odnotowałam straty na działce- szlag trafił serduszkę, która już prawie kwitła i brunery, które zdążyły wydać piękne kwiatki...



Mam tylko nadzieję, że w porę z powrotem okryłam hortensję ogrodową...
Nie no, ja oczywiście rozumiem, że te wszystkie powiedzenia ludowe, jak "w marcu jak w garncu" oraz "kwiecień plecień..." nie wzięły się z powietrza i jak świat, światem przednówek i początek wiosny mają swoje prawa. Jednak, jak mówi powiedzenie, które możemy zastosować właśnie teraz: PRZEPLATA! Nikt nie mówił, że wróci (prawie) zima i tak sobie będzie tu z nami w najlepsze. No do jasnej cholery, przecież przedszkolaki z mojego przedszkola utopiły marzannę. Mam na to dowody! Także, litości! Matko naturo- odpuść już.

Jutro zaczynamy kolejny tydzień. Całe pięć dni, do równie długiego odpoczynku, zwanego majówką. Ze względu na 60-te urodziny Mamy udało mi się dostać 2-go maja wolne. Plany na wyjazd były bardzo, bardzo ambitne. Skutecznie stłumione na chwilę obecną przez prognozy, ale nie poddajemy się i cierpliwie czekamy. W końcu, gdzieś w Polsce chyba nie będzie padało ;)

Ps. Chętnie przyjmę sprawdzone, domowe sposoby na chore zatoki. Tak, ta historia trwa nadal. Antybiotyk? Pewnie, że mogłabym. Tylko, że to osłabi moją odporność, a jak wiadomo zarazków i bakterii w moim miejscu pracy nie brakuje. Uwielbiam moje maluchy, ale nie oszukujmy się- niektóre z Nich to chodzące bomby biologiczne...

44 komentarze:

  1. "Jerzy Zięba w jednym ze swoich wywiadów proponuje następującą metodę: przygotować roztwór wody utlenionej w soli fizjologicznej (kilka kropli wody na buteleczkę soli), odchylić głowę mocno do tyłu (np. na krawędzi łóżka) i wlać roztwór do nosa i mocno zaciągnąć. Odczujemy pieczenie wynikające z działania wody utlenionej. To samo powtórzyć dla drugiej dziurki od nosa. Całą kurację przeprowadzić kilkakrotnie". Dla mnie ten facet to guru, a metode potwierdzaja opinie obcyhc ludzi na fb.
    Ja z zatokami walcze akupunktura. Pomaga.
    Zdjecia super, a szczegolnie tych slodkosci ... mniaam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakos tak probowalam sobie zwizualizowac porces, ta odchylona glowa i zciagnicie a na koniec pieczenie.. brzmi raczej jak chinskie tortury.
      Czy nie lepiej uzyc neti pot, ktory robi to samo i bez calej tej gimnastyczno-piekacej tortury?
      Ja od lat uzywam neti pot na zatoki, a czasem nawet (jak pamietam co wiadomo jak sie konczy) profilaktyccznie.

      Usuń
    2. Hej dziewczyny, przy całym zaufaniu i zawierzeniu, że dieta, styl życia itd. dużo daje, Ziębie nie ufam za grosz :( Serio :( Dla mnie krzykacz i wymądrzający się koleś bez absolutnego wykształcenia medycznego. Przepraszam, że tak piszę, ale naprawdę obejrzałam wiele, przeczytałam książki i kompletnie w większości nic nowego i nic konkretnego.
      A kumpela jego sposobem leczenia przeziębienia (zakraplanie do ucha wody utlenionej) załatwiła się na amen i skończyło się laryngologiem i przetykaniem uszu.
      Może ktoś ma dobre doświadczenia, ja nie mam (ale i nie stosowałam, bo mi się nie podoba koleś), a moi znajomi nie mają.

      Usuń
    3. słyszałąm za to dużo dobrego o takiej butelce do płukania nosa (stosuje moja przyjaciółka i moja szwagierka, które mają częste problemy z zatokami). Kupiły w aptece. Chyba podobny sposób, choć one jednak czyszczą zatoki, a nie tylko wpuszczają kilka kropel.

      Usuń
    4. Nie polecalabym zakraplania uszu woda utleniona! dlatego tez wode utleniona wraz z sola fizjologiczna stosuje sie do dziurki nosowej.
      Czy przechylanie glowy do tylu na kancie lozka jest tortura? :-) rozbawilam sie od rana.
      Pan Zieba jest bardzo inteligentnym I madrym mezczyzna. Jesli nie przeczytalas nic ciekawego w jego ksiazkach to albo posiadasz rownie wielka wiedze na temat zdrowia albo nie potrafisz czytac ze zrozumieniem.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    5. A I jeszcze jedno. Czlowiek nie musi posiadac magistra zeby byc dobrze wyksztalconym lub miec wysokie IQ. To samo tyczy sie lekarzy. To, ze ktorys z nich ma dr n.med nie oznacza, ze posiada tak duza wiedze jak Pan Zieba, a wszystko udokumentowane badaniami. No, ale coz do niektorych zadne argumenty nie przemawiaja - lepiej leciec do apteki. Tam na zatoki na pewno cos "zdrowego" maja :-)

      Usuń
    6. Juti, cos mi mowi, ze ta butelka to wlasnie neti pot albo cos co dziala dokladnie tak samo. Delikatne wyplukiwanie to jest wlasnie to co powinno sie robic. Roztwor soli fizjologicznej tak delikatny, ze dziala ale nie powoduje zadnego pieczenia. NO i woda wplywa jedna dziurka i wyplywa natychmiast druga. Taki zabieg mozna robic spokojnie raz dziennie a w wyjatkowo silnych przypadkach dwa razy dziennie. Nie czesciej bo za czeste uzywanie plukania przy pomocy neti pot powoduje wysuszanie sluzowek nosa i zatok.

      Usuń
    7. Miniowe Szczescie, ale sama piszesz, ze swoje zatoki leczysz akupunktura, ale innym polecasz pana Ziebe. Troche to dziwne, ja polecam to co sama stosuje.

      Usuń
    8. Miniaturowe Szczęście - z czytaniem ze zrozumieniem radzę sobie całkiem nieźle :) Czy mam wielką wiedzę na temat zdrowia? Nie sądzę. A Ty taką masz?
      Co do Zięby - to tylko moja opinia NA JEGO TEMAT, poparta przykładem (realnym) koleżanki. Masz prawo do innej, szanuję to. Nie atakuję Ciebie, nie oceniam tego co piszesz, zauważ. I tego samego oczekuję od Ciebie. Dziękuję.
      Znam wielu ludzi (również mi bliskich), którzy Ziębę lubią (choć w sumie uczciwie muszę dodać, że specjalnie jego metod nie stosują - z wyjątkiem pochłaniania witaminy C w proszku :)). Ja twierdzę, że niewiele jest nowego w tym co mówi (czytałam wczesniejsze publikacje innych autorów dot. podobnych tematów - i wiele powiela), a do niektórych jego pomysłów (wspomniana woda do ucha) nie mam przekonania. Odbieram też jego postawę jako "jestem naj!", bardzo to widać na żywo (miałam okazję być na wykładzie) - nie podoba mi się to zwłaszcza ze względu na to, że w większości żadnej Ameryki nie odkrywa.
      Zakraplanie uszu wodą utlenioną (którego nie polecasz) poleca właśnie Zięba (nawet dzieciom!), twierdząc, że infekcja rozpoczyna się właśnie w uchu - odsyłam do filmów-wywiadów z jego udziałem (dostępne na Youtube).

      Usuń
    9. Do apteki lecę bardzo ostrożnie :) Wierzę w zdrowe odżywianie i cenię naturalne metody, ale nie odrzucam medycyny konwencjonalnej - w nią także wierzę, warto mieć sensownego, zaufanego lekarza, który nie leczy kataru antybiotykiem.
      Wierzę w to, że wyleczyłam się dietą (ciężko chorowałam kilka lat temu i leki mi nie pomogły - nie chcę jednak wchodzić w szczegóły).
      Ale akurat Zięba nie trafia do mnie, nie dla mnie :)
      Cenię zdanie dra Campbella, P. Pritchforda drr D. Servana-Schreibera, w pewnym stopniu też Ornisha. To głównie dietetyka. I (zwłaszcza przy Campbellu) tam naprawdę mówimy o badaniach z prawdziwego zdarzenia :)
      Co do źródeł podanych w publikacjach Zięby - może wygląda ta lista imponująco, ale zadałam sobie trud i posprawdzałam - w zdecydowanej większości to krótkie artykuły dostępne w Internecie :) To mnie także nie przekonuje :)

      Usuń
    10. Dziewczyny! Neti pot, o którym pisze Star, to zdaje się faktycznie to samo, o czym wspomina Juti. Polecała mi to ostatnio fryzjerka. Nazywa się to irigasin, robi się to nad wanną, zlewem, gdzie wypływa cały ten syf. "Sprzęt" jest wielorazowego użytku, dokupuje się tylko specjalne saszetki. Co do ironii nt. lecenia do apteki- to właśnie taka metoda jest, nazwijmy to "apteczna", ale nie jest antybiotykiem. A na tym mi właśnie zależy, ponieważ wiem, że antybiotyk pomoże mi na chwilę. Nie chcę już w kółko pisać o tym samym, ale dzieci czasem przyprowadzone są w takim stanie, że mam wrażenie, że rodzice mylą żłobek/przedszkole z przychodnią.

      Natomiast jeśli już rozmawiamy o lekarzach/metodach leczenia, to najbliżej mi do podejścia Juti. Jestem jak najbardziej za świadomym żywieniem (ale też nie mam tu obsesji, co nie raz na blogu widzicie), wiedzą w moc ziół, olei... Jednak wiem także, że czasem należy odpuścić i udać się do lekarza.
      Może wyjdę na ignorantkę, ale o Ziębie tylko i wyłącznie słyszałam, mignął mi na jakiś filmikach zamieszczanych przez znajomych na fb. Nie wypowiem się zatem.

      Usuń
    11. *miało być: wierzę w moc ziół

      My cały czas pijemy czystek na przykład :)

      Usuń
    12. Starbust - polecalam jego sposoby,poniewaz przeczytalam wypowiedzi kilkunastu roznych osob,ktorym to pomoglo. Nie polecilam Marcie akupunktury poniewaz rzadko kto wyrzuci kilkaset zlotych na takie zabiegi.

      Juti - szanuje twoje zdanie,chociaz w sposob jaki go opisalas mnie poruszyl,bo po raz kolejny pisze - nie trzeba byc doktorem aby posiadac wiedze lekarska. Te ksiazki ktore napisal, filmiki ktore nagral,wszystkie badania mialy miejsce i sa one udokumentowane. Sam pisal jednak wielokrotnie,ze do wielu z nich jest slaby dostep lub sa suniete z sieci.
      A teraz zmiana tematu do polityki. Wspierajac jakas tam partie - czy jestes zwolennikiem wszystkich pomyslow/ustaw? Watpie. Na pewno sa takie,ktore nie przypadly ci do gustu. To samo ze zdrowiem. Nie wszystko co Zieba mowi moze sie podobac. W koncu ty jestes kowalem swojego losu i odpowiadasz za siebie.
      Ja nie zapeszam. Chorujemy bardzo rzadko. I to wlasnie dzieki zdrowej diecie oraz dzieki witaminom.
      Najwazniejsza to odpornosc. Jesli czlowiek ja ma to bedzie zyl wiecznie. Antybiotyki niszcza odpornosc podobnie jak i tysiace innych lekow przepisywanych do codziennego stosowanie.. no,ale przepraszsm. Lekarzem nie jestem,wiec prawa glosu nie mam :-)

      Usuń
  2. To wielopokoleniowe zdjęcie jest super (choć rodzinnemu też nic nie brakuje). Stanowicie świetną dziewczyńską drużynę. Dobrze, że wyprowadziłaś mnie z błędu, bo pomyślałabym, że macie na zachodzie ciągle tak piękną pogodę. U nas na zmianę jesień i zima. A ty.le gradu co w ostatnie dni nie spadło chyba przez dwa lata. Po czym za chwilę wychodziło słońce.
    Martuś, zdrówka i dużo sił na najbliższy tydzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się podoba ta fotka :*
      Gradu jest sporo i u nas... Niepojęte wręcz i właśnie taka jesień/zima...

      Dzięki Kochana :*

      Usuń
  3. Piekna z Was rodzina. Z mama/babcia tez swietne zdjecia.
    Ty, Marta - bardzo ladnie schudlas. Nie zebys wczesniej zle wygladala, bron Boze, ale teraz - cudownie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy Tarheel :*
      Z tym schudnięciem to fakt, trochę mnie mniej, ale w grudniu było jeszcze mniej o jakieś 2kilogramy. Lepiej się czuję, kiedy ważę mniej. Chyba jak każdy :)

      Usuń
  4. No tak, pogoda nas nie rozpieszca. U nas wczoraj grad - a w święta nawet i śnieg mieliśmy okazję oglądać. Cieszymy się jedynie z tego, że już na maj nie zaplanowaliśmy sobie żadnych dłuższych wypadów z noclegami, bo chyba byśmy się sromotnie rozczarowali...A Wasze Święta mimo wszystko wyglądają na bardzo udane - więc chyba nie było aż tak bardzo źle :)

    Na zatoki chwilową ulgę przynosi mi nacieranie Amolem - ale tylko chwilową, niestety...Dużo zdrówka ! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, sporo osób, które wyjechały na Święta pogodę miało do bani :(
      Święta były ok, ale najbardziej cieszyło mnie to, że zatoki udało się opanować.

      O Amolu też myślałam, ale potrzebuję coś, co będzie długotrwałe w działaniu :)
      Buziaki!

      Usuń
  5. Ależ się uśmiałam w ten poniedziałkowy poranek 😂
    Mam nadzieję, że taki humor utrzyma mi się cały tydzień dzięki Tobie 😊
    A na zatoki najlepiej wziąć antybiotyk i to czym prędzej 😘
    Znam ten ból aż za dobrze i naprawdę nigdy nic mi nie pomaga, tylko antybiotyk 😕
    Zdrówka Martuś ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śliweczko Ty masz wesoło w pracy, więc humor na pewno będzie ok :)
      Antybiotyk mogę wziąć w każdej chwili, ale wiesz jak to z nimi jest- na jedno pomaga, na inne szkodzi. Ja 8godzin dziennie przebywam w zarazkach, a jak mi odporność spadnie, to już w ogóle będzie syf, kiła i mogiła...

      Usuń
  6. Ja słyszałam, że taka brzydka pogoda ma być do końca kwietnia, a początek maja ma być słoneczny i ciepły, ale wczoraj rozmawiając z mężem przez telefon mówił, że słuchał w radiu,że i maj ma być brzydki. Moi zdaniem zdecydowanie za dużo jest zimna, a za mało ciepła.
    U mnie w święta tak było zimno i tak wiało,że głowy mało nie urwało więc o spacerze mowy nie było, ale grunt,że przynajmniej święta w miłej, ciepłej i radosnej atmosferze się spędziło, a to najważniejsze. :)
    Pozdrawiam i życzę zdrówka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogoda nie może w końcu popsuć Świąt :) Tylko, że my nie lubimy siedzieć w domu i brak spaceru jest dla nas męczący. Dobrze, że chociaż w poniedziałek nam się udało. Nie strasz z tą pogodą w maju, bo się chyba popłaczę!

      Usuń
  7. Choroby to masakra, ale i mnie by nic nie powstrzymało przed spędzeniem weekendu z mężem :)
    Fajnie, że mimo tej koszmarnej pogody zaliczyliście jakiś spacer! My jak wyszliśmy w lany poniedziałek to świeciło słońce i kropił nas deszcz....jednocześnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to mnie Kochana rozumiesz :* Powiem Ci jednak, że bez lekarstw dokupowanych tam na miejscu, chyba bym nie dała rady wyjść z hotelu.

      U nas takie zawirowania pogodowe, że w głowie się nie mieści czasami...

      Usuń
  8. Martus, tych zatok wspolczuje.... katarek katarkiem ale ten BOL!!! :O U nas popularny jest sinupret forte- przy normalnych objawach naprawde pomaga.
    Piekne zdjecia, zwlaszcza to "babskie" od najmlodszej do najstarszej :)
    Wiesz, ze mimo kiepskiej pogody obsadzilam juz balkon- latao jest takie krotkie, ze ciesze sie kazdym oznakiem wiosny, kazdym kwiatkiem i listkiem!
    Ja dzis mam wolne...oby tylko nikt nie zachorowal- to wlasniete uroki pracy....a sama staram sie nawet chora chodzic do pracy....a i tak nit za to nie dziekuje...
    Zdrowka kochana :*
    Milego tygodnia!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ból jest okropny, ale niestety przy zatokach mi katar też potwornie dokucza, bo zalewa mnie bardzo :( Sinupret znam, właśnie stosuję, ale mam wrażenie, że u mnie po prostu trochę zalecza.

      Co do zwolnień i chorowania w kontekście pracy też bym mogła coś napisać, ale się pohamuję. Napiszę tylko, że bardzo dobrze rozumiem co masz na myśli. I wiem już także, że naprawdę nie ma co być za dobrym i za ambitnym w tej kwestii.
      Buziaki i również życzę miłego tygodnia!

      Usuń
  9. Święta rodzinne i pyszne- i o to chodzi :)

    Kwiatków żal, ja nawet z balkonu moje kwiatki do domu na noc biorę, bo ziąb w nocy straszny i nie chce, żeby mi zmarzły.. żal mi ich.

    Też mnie wkurza ta pogoda i też boję się o majówkę, że pogoda nie dopisze i popsuje nasze plany.. Oby nie!!

    Zdrowia życzę, kuruj się Marta!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje bratki na balkonie mają się dobrze, niestety te działkowe byliny ucierpiały. O majówce to już nawet nie wspominam nic... Jedynie liczę na to, że nie będzie padać, wiatr też się uspokoi i może trochę zaświeci słońce...

      Dzięki, kuruję się, ale z różnym skutkiem.

      Usuń
  10. Mnie na szczęcie zatoki omijają nigdy nie doświadczyłam tego bólu tfu tfu wiec nie pomogę.

    moim zdaniem Kochana to Ty mega schudłaś te fotki twarzy i całej sylwetki sa mega. Do tego nowe okulary widzę no no 😍

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, okularki może nie nowe, ale faktycznie- u Was chyba miałam jeszcze te starsze. Schudłam bardzo przed Bożym Narodzeniem, to teraz to już niestety wracam do poprzedniej wagi, ale muszę się opanować, bo przede mną lato imprez :)

      Bólu zatok nikomu nie życzę! Paskudne doświadczenie.

      Usuń
  11. Przeslodka ta Twoja Lilcia :)
    Chyba wiem o jakich farbkach piszesz, nacielam się na nie w zeszłym roku..
    Za słodkości udusze, zawsze mnie skręca jak je u Ciebie widzę i potem szukam czegoś po szafkach do schrupania :)
    Ach zatoki - nie znam bólu, ale znam wszelki ból głowy i mogę sobie wyobrazić jak zatokowy może doskwierać.
    Piękne zdjęcia. U nas już po wiosennym lecie też, dziś Słońce ale wieje tak, że jestem właśnie na górze i się zastanawiam kiedy dach nam odleci...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, te farbki to taki efekt marmurka miały dawać, ale daj spokój- ile z tym pier... I weź to zrób przy Lilce :)
      Słodkości to odwet za kuszenie pavlovą!
      Ból głowy, taki teoretycznie bez przyczyny, który potrafi mnie zwalić z nóg na cały dzień, też niestety znam. U nas też dziś taki potworny wiatr. I deszcz... Dużo deszczu. A potem piękny, słoneczny wieczór...

      Usuń
    2. Dokładnie, miał być efekt marmurka :D To te same!
      Czyżby Lidl?

      Słodki odwet ;)

      U nas deszcz dziś przybył i znowu tylko 6C, wczoraj wiatr szaony, ale słońce i nawet 18C chwilami.
      Zwariowac można i weź, jak tu głowa ma nie boleć.

      Usuń
  12. Znam ból przy zapaleniu zatok. Najlepiej na mnie działa kombinacja ACC optima plus coś na zmniejszenie obrzęku w nosie (Otrivin lub steryd) plus porządne czyszczenie nosa. Płukanie o jakim pisano wyżej ale ampułką soli fizjologicznej. Można raz, mozna dwa razy dziennie, byle nie bezpośrednio przed wyjściem na dwór lub spaniem. A jak bardzo boli to ibuprofen lub aspiryna. Działają przeciwzapalnie i przeciwbólowe. A i najważniejsze! Trzeba naprawdę dużo pić - 2,5 litra wody to absolutne minimum.
    Pozdrawiam ciepło.
    Szkoda, że pogoda zupełnie zwariowała. Miałaś bardzo fajne Święta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Visenna, bardzo dziękuję za cenne porady. Piję raczej sporo, ale czy to koniecznie musi być woda? I napisz Kochana, czy to ACC optima plus dostanę bez recepty?

      Usuń
    2. ACC optima bez recepty dostaniesz. A pić można wodę, soki, herbatki owocowe i ziołowe. Im więcej tym lepiej bo zazwyczaj katar jest gęsty. A jak boli, weź coś na ból, bo organizm zamiast koncentrować się na walce z chorobą, musimy jeszcze walczyć z bólem.
      Pozdrawiam ciepło

      Usuń
    3. ACC optima bez recepty dostaniesz. A pić można wodę, soki, herbatki owocowe i ziołowe. Im więcej tym lepiej bo zazwyczaj katar jest gęsty. A jak boli, weź coś na ból, bo organizm zamiast koncentrować się na walce z chorobą, musimy jeszcze walczyć z bólem.
      Pozdrawiam ciepło

      Usuń
    4. o własnie, święte słowa - weź coś na ból, bo organizm zamiast koncentrować się na walce z chorobą, musimy jeszcze walczyć z bólem. -!!

      Usuń
  13. Ale pyszcznosci, jak Ty trzymasz taką figurę przy takich smakolykach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaką figurę?! :) Ja przed Lilą ważyłam 51-52kg...

      Usuń
  14. Jak ja doskonale rozumiem odczucia odnośnie pogody... Naprawdę chciałabym juz prawdziwą, ciepłą, bezdeszczową wiosnę... Zwłaszcza teraz, gdy wynajmujemy mieszkanie z 20-metrowym tarasem i mogłabym poranną kawę pić już na zewnątrz. Na chwilę obecną - probowałam - zawinięta w koc i trzęsąc się z zimna.

    Co do zatok - polecam inhalacje z amolu, albo z sody oczyszczonej, kropelkę olejku eterycznego z eukaliptusa/świerku na poduszkę, duuuużo picia, ciepłego, nie gorącego oraz maść majerankową do smarowania pod nosem.

    OdpowiedzUsuń
  15. Tyle czasu minęło od mojej wizyty na blogu a Ty kochana jakby młodsza.

    OdpowiedzUsuń
  16. Gdzie zaginęłaś chudzino?? :)
    Z czego Ty niby byś miała chudnąć jeszcze? Uściski !

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!