Mama2c

Mama2c

czwartek, 1 czerwca 2017

O tym, że się dzieje...

I zanim zaleję Was falą, nikogonieinteresującychzdjęć z działki, muszę tu jeszcze wspomnieć o majowych, jakże istotnych wydarzeniach.

I tak, tegoroczny maj, to przeplatanka dobrych i złych zdarzeń. Zacznę od tych gorszych, żeby mieć je z głowy- bo tak właśnie chciałabym, aby finalnie z nimi było- zdarzyły się, owszem, ale- było, minęło. Już nie pamiętam, czy wspominałam, że Eliza miała anginę... Z anginą przyszło skierowanie do laryngologa, żeby przedyskutować usunięcie migdałków. Do laryngologa nie dotarliśmy- skonsultowaliśmy temat z lekarzem, który przyjeżdża do dziewczyn. Odradził. Ufam Mu. Jedyne co zalecił, to wymaz z gardła za jakiś czas (E. jest po antybiotyku, na razie nie ma sensu go robić). Kiedy Eliza kończyła swoje leczenie, przyszły wyniku wymazu z nosa Jej siostry... I nie były one dobre. Jeśli im wierzyć, to ma dziewczyna gronkowca. Na szczęście jakieś znikome ilości. Niestety- skoro to gronkowiec, to lepiej dmuchać na zimne i podać antybiotyk. Niestety po raz drugi- nie w formie maści, miejscowo, ale doustny. Przyszło mi to z ogromnym bólem serca, ponieważ Lila antybiotyków nie bierze.

I kiedy wydawało mi się, że to jedyne moje zmartwienia... Eliza od wtorku zaczęła skarżyć się na rękę. Że boli, że to, że tamto. No niby bolała, ale jakoś tego w zachowaniu widać nie było. Była jeszcze na treningu karate i u kolegi, poćwiczyć przed egzaminem... W środę jednak, ból był silniejszy i widzieliśmy po Niej, że już nie żartuje. Marcin pojechał z Nią na chirurgię. Wrócili z szyną, ręka w gipsie... Niech będzie jeszcze zabawniej, więc dodam, że szynę dostała koło 18.30, a następnego dnia o 7 rano była zbiórka, ponieważ klasa Elizy jechała na dwudniową wycieczkę. Lekarz nie widział przeciwwskazań do wyjazdu, jeśli będzie ostrożna. Czy była, dowiem się jutro koło 19...

Następny tydzień, to czas prac klasowych, sprawdzianów, kartkówek... Koniec roku, wystawianie ocen... a u Elizy prawa ręka niesprawna...  Atrakcji i adrenaliny przy dzieciach nie brakuje.

Na szczęście, jak to w życiu bywa, zawsze dzieje się coś, co równoważy te troski i zmartwienia. Pewnie ktoś to specjalnie tak urządził, bo inaczej co drugi z nas, kończyłby samobójstwem...

Dzień Mamy. Ważny dzień. W tym roku nie było mi jednak dane przeżyć go z dłuższą chwilą refleksji, czy zadumy... Koleżanka przyjechała z temperaturą, moje wolne, które miałam mieć od 12, poszło się... I tak- w pracy byłam rano, z pracy jechałam do Dzień Rodziny do przedszkola Lilki (na godzinę 13), z przedszkola Lilki wracałam do pracy na warsztaty artystyczne z okazji Dnia Mamy, a po warsztatach jechaliśmy spotkać się z moją osobistą Mamą w kawiarni... Sajgon i wariatkowo w jednym...

U Lilki w przedszkolu pełne wzruszenie, ponieważ nasze maleństwo miało jedną z głównych ról. Stresowałam się chyba bardziej niż Ona, choć i tak dla mnie i tak Lila zawsze będzie NAJLEPSZA, choćby i słowa na scenie nie powiedziała :) Ale powiedziała! Może nie tak ładnie, wyraźnie i głośno jak w domu, ale dała radę!

Spotkanie z Mamą, zakończone spacerkiem w pięknych okolicznościach majowej, szczecińskiej przyrody, również bardzo udane. Mamie wciąż ciężko po śmierci wujka. Ja też jakoś unikam pójścia na cmentarz, jeszcze trochę...

Rozczarowali mnie natomiast rodzice moich maluszków. Ponad miesiąc temu, dostali konkretną informację kiedy i o której godzinie będą warsztaty... Większość się spóźniła. Część weszła tylko po to, żeby zabrać dziecko. Inni, którzy się spóźnili, nie chcieli zabrać serduszek, które robili z dziećmi, bo "takie to mokre"... Ja wiem, że tapicerka w nowym aucie jest ważna, ale kurwa mać, bez przesady.
Impreza u Lilki była na 13 i uwierzcie- nikt mnie nie pytał, czy dostanę dzień wolny, czy uda mi się wyrwać... Żal mi tych moich maluchów czasem, naprawdę.

Maj to też kolejna sesja u naszej Ani. Sesja niezgody, chciałoby się rzec. Marcin, delikatnie rzecz ujmując, fanem takich rzeczy nie jest. Cóż... Jeśli zrobi nam podobną sesję w domu- nie ma problemu, zmienię fotografa. Na efekty muszę jeszcze poczekać, mam co prawda kilka zdjęć w telefonie, ale one się nie umywają, do zdjęć profesjonalistki :)

Tym razem, wyjątkowo, właśnie w maju odwiedziliśmy Przelewice, ale ten wyjazd zasługuje na osoby wpis, jedno zdjęcie wrzucę na zachętę :)


 Jeden z prezentów od Elizy!


Występy i moja mała żabka :)






A tu już dzieła moich małych artystów (niektóre):




Z Babcią <3




Czyż nie cudnie popatrzeć na Nie... Siostry!








 Majowe bzy...





Ach, zapomniałabym! Choć zupełnie nie wiem, jak to możliwe... Maj, to miesiąc, w którym co roku na Wałach Chrobrego odbywa się kiermasz ogrodniczy... Rozumiecie, że nie mogło mnie tam zabraknąć ;)








A, że czułam niedosyt :), to pojechaliśmy jeszcze po kwiaty doniczkowe na działkę...





I tak oto nigdy nie dorobię się torebki M. Korsa, bo przecież zawsze trzeba będzie kupić kwiaty :D


36 komentarzy:

  1. Faktycznie sajgon i wariatkowow...
    Nam też lekarz odradził usuwanie migdałków, nie ma co się z tym spieszyć!
    Współczuje Elizce tej ręki :( Buziaki dla Was :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie te migdałki to bardzo indywidualna kwestia, bo jednak znam wiele osób, których jakość i komfort życia bardzo się poprawiła po tym zabiegu...
      Wiesz jak to dziecko- no niby jest ograniczenie ale Eliza niewiele sobie z niego robi :)
      Buziaki!

      Usuń
  2. U nas nie ma niestety w przedszkolu nigdy występów z okazji Dnia Mamy, a szkoda.. Są co roku laurki i jakaś niespodzianka- w tym roku nasza grupa piekła z panią ciasteczka i my mamy przy odbiorze dzieci byłyśmy częstowane. I to wszystko.

    Twoją miłość do kwiatów rozumiem doskonale! A zdjęcia z działki poproszę jak najbardziej. Mi się nigdy takie zdjęcia nie znudzą!

    Współczuję Elizie, stałe coś :/ Oby wycieczka się udała mimo wszystko! I świadectwa z czerwonym paskiem życzę!

    Dziękuje za twoje słowa i wsparcie Marta :* Uściski przesyłam do Szczecina!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wycieczka udana i podobno Eliza radziła sobie bardzo dobrze, nie mniej jednak- martwimy się bo to prawa ręka i tak do końca nie wiadomo co z nią naprawdę jest...
      Zdjęcia będą, ale i czasu brak i nastrój jakiś taki nie bardzo...
      Inesko! Nie masz za co dziękować. Naprawdę. Dla mnie to naturalne. Ty też wiele razy mnie wspierałaś.
      Ściskam Was!

      Usuń
  3. Ej, ale te serduszka które robiliście z maluchami i rodzicami są prześliczne!!! Ludzie są naprawdę dziwni.
    Zdrowia Wam życzę:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że śliczne!
      A ludzie- sama wiesz... Szkoda słów!
      Dziękujemy, buziaki!

      Usuń
  4. Amnieinteresujazdjeciazdzialkibardzobardzo ! :)
    I na całe szczęście dałaś zdjęcia z kiermaszu, bo brakło by mi owych kwiatowych :) Ja wolę kwiaty niż torebki ;) a powiedz mi co to za cudne drzewo na różowo kwitnące????

    Reka Elizy mnie zmartwiłas... Robili jej prześwietlenie???

    Widzę że też odwazylas się wstawić rozwiane zdjęcie ;) fajne jest na tle tego słońca.

    Ale macie piękną panoramę!!!!

    Żabka przeurocza, sama słodycz kum kum. Doskonale rozumiem wzruszenie i dumę!!!

    Pyszny dzień Matki z Mamą :)

    Rodzice Twoich podopiecznych... Brak słów :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iwonko, moglaby twoj komentarz dodoac jako moj :)
      Dokladnie moje mysli, dodoam jeszcze tylko, ze Lilcia wyrosla- "wyciagnela sie, ciemny kolor jednak przytlacza i jeszcze poglebia cierpienie...a Szczecin pieknie sie prezentuje i gdy kiedys przyjade musisz mnie tam wszedzie oprowadzic :)
      Buziaki!!! :*

      Usuń
    2. To różowe drzewo i dla nas jest zagadką. Wydawało nam się, że to kasztan, ale jednak patrząc po liściach- raczej nie. Heh, no wiadomo, że nasze żurawki są o wiele ciekawsze niż jakieś torebki :) Występy dzieci to jest zawsze wielki dzień!

      Racja Ewuś, Lila rośnie i widać zmianę nie tylko w wyglądzie, ale i w zachowaniu... To już taka rezolutna panna!

      Usuń
    3. Też na początku pomyślałam że to kasztan, ale taki różowy? Co by to nie było, jest cudne :)

      Usuń
  5. Ja kiedys jak bylam dzieckiem to tez mialam gronkowca, ale zniknal bez sladu. Glowa do gory.
    Zdjecia roslinek bajecznie I uwielbiam te majowe bzy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby, oby, bo z tym gronkowcem różnie jest...
      Bzy są niesamowite, czekam aż moje na działce w końcu urosną na tyle, aby kwitły...
      Ściskam!

      Usuń
  6. Dzieje się u Was. Żabka urocza. Mam jakąś słabość to występów żabek. Jak czekaliśmy na dziecko, widziałam podobne żabki, a teraz Synek podobnie je naśladuje.
    Rodzice - niestety są różni. U nas najchętniej podrzuciliby dziecko na zajęcia, a sami na zakupy. Przykro mi, jak patrzę na takie maluchy. A serducha są piękne. Ja też chcę takie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to jest coś, o czym pisałam- przywożenie dziecka na urodziny i zostawianie Go pod opieką rodziców jubilata. Nie chcę wyjść na paranoiczkę, ale ja bym się po prostu bała, widziałam kiedyś sytuację, w wyniku której potrzebne było szycie brody właśnie po urodzinach w sali zabaw i dziękuję- to mi wystarczy!
      Serduszka z masy solnej- śmiało możecie zrobić :*

      Usuń
  7. Strasznie Ci urosły te córeczki :)
    Twoje zdjęcie ... wiatr we włosach... super :)
    Czytam Cię i nadal uwielbiam :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Urosły, niestety urosły :)
      Będę nieskromna, ale też mi się to zdjęcie podoba :) A rzadko tak jest :)
      Jak miło mi czytać takie słowa.
      Kochana, czy Ty nadal piszesz? Jeśli tak, to przypomnij mi Wasz link.
      Buziaki!

      Usuń
  8. No tak, ja wiem, że każdy jest inny, ale żeby "olać" prezent od swojego dziecka???? Tego nigdy nie zrozumiem.
    Rośną dziewczyny, że hej!!!
    Co do ręki Elizy to chyba zrobiłabym rtg.
    U nas też w przedszkolu na dzień taty i mamy były żabki i bociany;-)
    Natomiast co do gronkowca to witam w klubie. My od października walczymy z paskudztwem - gronkwiec złocisty dość obfity. Hania ciągle smarczy-raz żółty katar raz zielony. Plus rzęzi jej w klatce piersiowej. Za sobą mamy dwa antybiotyki z antybiogramu i broncho vaxom dwie dawki - trzeciej nie będzie, bo Hania bardzo źle znosiła szczepionkę. Niestety znaczącej poprawy nie ma. Już sama nie wiem co robić. Znalazłam ostatnio informacje o pyłku pszczeli i chyba to wypróbujemy. jeśli masz jakiś skuteczny sposób na pozbycie się dziada daj znać.
    Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin - spóźnione ale szczere!!!!!;-)
    P.S. Przykro mi z powodu śmierci Wujka...


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nam broncho vaxon załatwił nerki.. wzięliśmy tylko trzy dawki. Trzeba bardzo uważać na ten lek :/

      Usuń
    2. Tysiu! Eliza miała rtg, ale trafiliśmy na jakiegoś konowała, bo po zdjęciu nie był w stanie powiedzieć nic więcej, niż przed zdjęciem. Ręka Jej nie spuchła, nie zrobił się żaden obrzęk, generalnie ruszać na upartego też mogła, ale jednak sprawiało Jej to ból. Zobaczymy, jak pójdziemy do poradni na kontrolę... Chociaż i tego się boję, jak tam pracują tacy specjaliści.
      Co do gronkowca i Waszej sytuacji odpisze później, ponieważ teraz już wychodzę z domu.

      Usuń
    3. Dziewczyny, przede wszystkim jestem w szoku w związku z tym, co piszecie o broncho vaxom, nie miałam pojęcia, że ta szczepionka możecie mieć takie skutki uboczne. Eliza w wieku 3lat przyjęła wszystkie trzy dawki, nic się podczas tych trzech cykli nie działo, a u nas skutki było widać niemal natychmiast. Polecałam ją rodzicom moich maluchów, a teraz aż się wzdrygnęłam, na myśl, że mogłam Im zaszkodzić!

      Co do gronkowca- Tysiu, paskudnie u Was. U nas niby się pokazał w tym wymazie, ale mało. Już w trakcie podawania antybiotyku wydzielina zniknęła całkowicie. Niestety, faktycznie- zanim zrobiliśmy ten wymaz, to lekarza zaniepokoiło to, że owszem był ten katar ropny, ale towarzyszył mu cały czas brzydki kaszel. Nic na niego nie pomagało za bardzo. Dopiero po nebu dose kaszel się skończył. Ropny katar niestety został.

      Wiem z dwóch przypadków w rodzinie, że gronkowiec jest trudny do całkowitego wytępienia. Zazwyczaj trzyma się już jego ilość w ryzach, ale on nadal jest i czeka tylko na spadki odporności. Nie mamy z nim osobiście żadnych doświadczeń, bo o ile faktycznie u Lilki był, no to dopiero co skończyliśmy antybiotyk i nie wiem, co będzie dalej.
      Męczy się natomiast moje kuzynka i kiedyś szukając dla niej pomocy natknęłam się na dość hmmm dziwną? niewiarygodną? kurację... Polega ona na paleniu młodych gałązek brzozy i oczywiście wdychaniu tego dymu. Podobno gronkowiec nie lubi czegoś tam zawartego w tej brzozie. Ja wiem jak brzmi, choć jestem za naturalnymi metodami, daleko mi do szamanów i innych takich historii. Nie mniej jednak, wzmiankę o tej brzozie znalazłam w kilku miejscach, a to już daje do myślenia. Może po prostu poszukaj i poczytaj, bo to nic nie kosztuje. Miejscowo, na gronkowca, do nosa stosuje się maść BACTROBAM. Mała tubeczka,dość droga (powyżej 50zł), ale też skuteczna.No i na pewno my będziemy nadal wspomagać układ odpornościowy kaszą jaglaną, gryczaną niepaloną, teraz pijemy wodę z miodkiem z mniszka, czystek... I jesteśmy dobrej myśli.
      Zdrówka Wam życzę!

      Usuń
    4. Wiesz co, to jest dobry lek, ale nie dla każdego. Tam jest kumulacja wszystkich bakterii i nam jedna z nich zaatakowała nerki, bo akurat Tymus takie nerki ma, które z paciorkowcem sobie nie radzą,wiele składowych też na to sie złożyło aby wyszło u nas jak wyszło, ale generalnie na broncho dostaliśmy kategoryczny zakaz od nefrologow którzy generalnie nie lubią tego leku. A wzięliśmy tylko trzy dawki czyli trzy tabletki, nie trzy serie.

      Usuń
    5. Rozumiem Iwonko, i to jest przecież logiczne jak się zastanowić. No szkoda, że mieliście taką nieprzyjemną sytuację. Co do samej szczepionki, to wiem, że i pediatrzy różnie do niej podchodzą.
      Ściskam :*

      Usuń
  9. Ja też mam fobie na temat kwiatów :) a kosa od męża dostałam :) chyba coś przeskrobal

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest nas, kwiatowo zafiksowanych, jednak więcej :D

      Aj tam przeskrobał :) Niektórzy mężczyźni dają prezenty bez powodu :) I to jest piękne!

      Usuń
  10. Postawy Rodziców komentować nie będę. Lepiej pominąć ją milczeniem, wyniosłym. Nigdy nie zrozumiem, jak można nie docenić pracy swojego dziecka.
    I bardzo poproszę o zdjęcia z działki. Są prześliczne, mimo że pojecie o roślinach mam raczej blade.
    Z migdałkami - decyzja nie łatwa. U moich chłopaków głównie chodziło o trzeci migdał, choć Młodszy ma też podcięte gardłowe. U nas poprawa olbrzymia - zwłaszcza uszy. Ale chłopcy są znacznie młodsi. Ja nie miałam usuwanych migdałów, a angin w swoim życiu przeszłam sporo. Skoro masz zaufanie do lekarza, tego się trzymaj.
    A gronkowiec w nosie, hm poszukałabym dobrego lekarza, bo gronkowiec bytuje na nas normalnie. W nosie go nie chcemy, ale antybiotyk doustny..... trochę ostro. Trzeba pracować nad odpornością, choć wiem, że to niełatwe.
    Fajnie, że miałyście przyjemny Dzień Mamy.
    Przykro mi z powodu śmierci Wujka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety takie "akcje" widuję za często... Ciężko się na nie uodpornić, a jeszcze ciężej- nie widzieć, choć to by było dla mnie po stokroć lepsze. Zdjęcia działki na pewno będą, ale- czas, czas, czas...
      Co do migdałków, to zgłębiałam temat i wiem, że są i zwolennicy i przeciwnicy tego zabiegu. Chyba nawet podobnie dzielą się lekarze. Ja z kolei patrzę pod kątem powodu, dla którego miałoby to być zrobione. Eliza miewa anginy dwa razy w roku. Katary, kaszle? Standardowo, jak u każdego normalnego dziecka- ma raz kiedyś. Dwie anginy w roku to dla mnie osobiście jeszcze nie powód do wycięcia. Podejrzewam, że odbiłoby się to u Elizy gdzie indziej, a nie o to nam przecież chodzi.

      Co do gronkowca- mam te same odczucia co Ty. Dałam Jej ten antybiotyk, ale to była dla mnie naprawdę ciężka decyzja. I oczywiście też sukcesu upatruję w budowaniu odporności, nad czym oczywiście pracujemy cały rok generalnie. Jeśli masz jakieś sugestie, albo swoje patenty- to czekam na nie. Wiedzy nigdy za dużo! A który z probiotyków poleciłabyś nam do stosowania po antybiotyku? My teraz bierzemy dicoflor.
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Odpowiem na priv dziś lub jutro, bo mam urwanie ogona.

      Usuń
    3. Jasne, nie ma problemu :*

      Usuń
  11. Jak mozna nie zabrac czegos co zrobilo wlasne dziecko, bo MOKRE????
    Dobrze, ze nie jestem swiadkiem takich sytuacji, bo to "mokre" chyba wyladowaloby na przecudnych ale glupich lbach matek.
    Rok temu bylam z corka kolezanki (13lat) na show, w czasie ktorego jeden z artystow namalowal obraz. Trudno to nawet nazwac malowaniem bo ropryskiwal farbki na wirujacy kawalek oprawionego plotna. Poniewaz siedzialysmy w drugim rzedzie to jakims cudem upatrzyl sobie moja podopieczna i poarowal jej ten obraz.
    Bylo to pod koniec show i obraz faktycznie ociekal mokrymi farbami. Dariell popatrzyla na mnie i mowi "ciociu ale czy to da sie przewiezc do domu?" "Oczywiscie, ze sie da" odpowiedzialam, a trzeba wam wiedziec, ze byl to deszczowy dzien, plotno duze, pod parasolke nie da rady tego schowac i dodatkowo bylysmy bez samochodu wiec do domu trzeba dojechac metrem.
    Zostawilam ja na chwile w poczekalni teatru i polecialam do pobliskiego kiosku, kupilam dwa cienkie przezroczyste plaszcze przeciwdeszczowe. Od pani w kasie biletowej pozyczylam tasme klejaca i okleilam obraz kladac go mokra strona plasko na podlodze na wczesniej rozlozonych plaszczach. Okleilam na tyle "ciasno" zeby farba sie nie rozmazywala pod wplywem ruchow plastiku. I tak dojechalysmy do domu.
    Dariell ma do dzis obraz na scianie w swoim pokoju i ilekroc rozmawiamy (mieszkaja na Florydzie) to zawsze mowi "ciociu to moja najwazniejsza pamiatka z NYC".
    No jak (tu prosze wpisac wszystkie uzywane przeze mnie na moim wlasnym blogu slowa powszechnie uznane za niecenzuralne) cos takiego zrobic wlasnemu dziecku????
    Matka?
    Dzien Matki?
    No coz takie matki to moim zdaniem nie zasluguja na to miano nawet raz w roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczynając od końca, to widzisz- tyle się niby mówi, żeby żłobki nie były tylko przechowalnią, a czasem mam wrażenie, że niektórzy rodzice sami tak traktują te miejsce, i tylko tego od nas oczekują- przechować, zabrać, znowu przywieźć...
      To co opisujesz, to najlepszy dowód na to, że po prostu wystarczy CHCIEĆ. I choć trochę myśleć o dziecku. Dla Dariell było to na pewno dużo przeżycie i wyróżnienie. Oczywiście, że Ona jest starsza niż moi podopieczni, ale w ten sposób buduje się wieź z dzieckiem i okazuje się stosunek do Niego. Uwierz mi Star, że podobnych sytuacji oglądam codziennie za dużo. Generalnie uważam, że chyba po prostu widzę za dużo... A wygodniej i zwyczajnie- lepiej dla mnie, byłoby nie widzieć.
      Słowa Dariell pokazują, że tak naprawdę nigdy nie wiemy, co dziecku zapadnie najbardziej w pamięć. Domyślam się, że w NYC widziała wiele rzeczy, ale ta, którą pomogłaś Jej przetransportować, skradła Jej serce. Wracając do "moich" dzieci, to mam taką smutną refleksję, że niektórzy sądzą, że etat rodzica na dobre zaczyna się przy bardziej kumatym dziecku. No bo co taki jeden z drugim brzdąc zapamiętają z dnia mamy 2017? Pewnie nic. Mimo to, ja twierdzę, że te emocje, nasz stosunek do dziecka gdzieś tam się w nim koduje. Dziecko czuje, czy jest tylko przeszkodą, czy jest ważne. Daleka też jestem od totalnego zafiksowania się na dziecko, bo to też nie uważam, żeby było do końca dobre i zdrowe, ale traktowanie Go jako zbędny balast? No boli, nawet mnie, bo te dzieciaki są dla mnie w jakiś sposób ważne.

      Usuń
    2. Nie bylam idealna matka, do dzis wiele sobie zarzucam i wiem, ze powinnam w wielu przypadkach postapic inaczej niz postapilam. Trudno to juz nie wroci, ale do dzis mam kilka drobiazgow ktore dostalam od Juniora na Dzien Matki wlasnie jak byl kilkuletnim brzdacem. Jeden z nich to portret mamy narysowany caly czerwona kredka:)) Mama z portretu ma ogromna glowe zawieszona na dwoch kreskach ktore sa nogami, dziecko wyjasnilo, ze pani powiedziala "jak narysowales taka duza glowe to ci sie cala mama nie zmiesci" no to dorysowal glowie nogi i juz byla cala mama:))
      Ta portretowa mama ma tez krecone wlosy (zawsze mialam proste jak drut) dookola glowy czyli cos jak broda i wlosy na glowie polaczone razem. I co najciekawsze ta mama ma jedno oko ale tak solidnie wypracowane, ze jest az dziura w papierze.
      Boze jaka ja bylam zachwycona tym portretem ilez ja sie nachwalilam talentem mojego chyba 3letniego synka. W duchu tylko sie balam czy ta czerwona kredka nie swiadczy o moim srogim charakterze i to jedno oko nie jest wyrazem tego jak mnie moje dziecko naprawde postrzega. Ale radoche mamy z tego do dzis, mimo bledow jakie popelnilam przez caly okres macierzynstwa. Nie katuje sie tym, bo nikt nie jest idealny a mnie dodatkowo przyszlo byc matka i ojcem w jednej osobie jak do tego dodac emigracje to latwo nie bylo.

      Usuń
    3. Star, ja nie wierzę w idealne matki i idealnych ojców. Myślę, że o sukcesie możemy mówić, jeśli na koniec widzimy efekt (zadowalający) naszej pracy, mimo jakiś tam potknięć. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi, to raz, dwa- tak jak piszesz- okoliczności w jakich przychodzi nam wychowywać dziecko też bywają różne. Nie chcę się mądrzyć, bo wciąż jeszcze niewiele wiem, ale trzeba to dziecko po prostu kochać i tyle.
      Moja mama też nadal trzyma takie rysunki- fachowo to się nazywa "głowonogi" i jest tylko dowodem na to, że Junior rozwijał się książkowo :) Co do oka i kolorów, to się tym w ogóle nie przejmuj. Niby teraz próbuje się odczytywać z rysunków dzieci to i owo, ale kiedyś analizowałyśmy z koleżanką rysunek Jej syna i uwierz- gdyby iść kluczem, to wyszłoby na to, że niezła patologia u Nich, a nie muszę pisać, że to ciepła, kochająca rodzina. Także koleżanka z przymrużeniem oka podeszła do tematu :)

      Usuń
  12. Nie wiem czemu, ale występu dzieci zawsze mnie rozczulały i ostatnio na występie (już szkolnym) katem oka też łezkę uroniłam. Cudna żabka :0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie występy dziewczyn to zawsze ogromnie wzruszająca chwila. I to wcale nie mija wraz z zakończeniem przedszkola. Kiedy jeszcze dziś oglądam nagranie z poloneza Elizy na zakończenie 3klasy- ciarki i klucha w gardle!

      Usuń
  13. Strasznie przykre jest to co opisujesz... ja do tej pory mam różne drobiazgi zrobione przez dzieciaki na zorganizowanych zajęciach. Koślawe bombki wisiały na mojej choince. Przecież to ważne. I dla dziecka i dla mnie... smutno, że komuś ważniejsza tapicerka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...bo w tej koślawości jest cały urok, tam jest ta praca, zaangażowanie, przejęcie- cały wachlarz emocji dziecka... Wiesz, dla mnie tapicerka to tylko wymówka- jak się chce, zawsze znajdzie się sposób. Nie wspomnę już o tym, że u nas toreb, worków, reklamówek pod dostatkiem- przecież bodziaka z kupą też nie oddaję mamie bezpośrednio do ręki... Przykre, bardzo przykre.

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!