Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 19 czerwca 2017

U sąsiadów...

Wakacje...
Kiedy byłam dzieckiem, nasz sposób ich spędzania był... hmmm, nawet nie wiem jak go określić. To, że był zależny od decyzji mamy, to na pewno. Choć tu muszę od razu wyjaśnić, że te decyzje nie godziły w nas, ponieważ i ja i brat wspomnienia z wakacji mamy co najmniej dobre, o ile nie wspaniałe.

Generalnie chodzi więc o to, że najpierw przez kilka ładnych lat jeździliśmy na wakacje do rodziny, do Skierniewic. Potem zaczęliśmy jeździć nad morze, na wczasy z zakładu pracy mamy- i znowu tam, kilka lat z rzędu. Brzmi monotonnie, prawda? I pewnie tak właśnie było, ale na tamten czas zupełnie nam to nie przeszkadzało. Rok to bardzo długo, żeby najpierw stęsknić się za kuzynostwem, ciociami, samymi Skierniewicami, do których mam wciąż sentyment, a następnie za morzem, plażą, urokami wczasów... A, że wczasy przypadały na lata, kiedy zdecydowanie przestałam być małą dziewczynką, to przemilczmy co to było za uroki, ale niezaprzeczalnie przyjemnie wraca mi się do tamtych chwil, nawet jeśli te powroty kończą się rumieńcem na twarzy :)

Ta monotonia i ten, że tak to nazwę styl "wakacjowania" na pewno z czegoś wynikały, ale dziś nie tyle nie ma sensu się w to zagłębiać, co szkoda mi na to czasu :) Choć niewykluczone, że do samych wspomnień ze Skierniewic i znad morza kiedyś wrócę, wszak to jedne z piękniejszych chwil, jakich doświadczyłam.

W każdym razie, zmierzając do sedna, tamtejsze decyzje i wybory Mamy, wpłynęły na to, że nie za bardzo miałam okazję zwiedzić Polskę, że o świecie już nie wspomnę :D

Oczywiście, były wycieczki klasowe i dzięki nim zobaczyłam góry, które jak wiecie- pokochałam z całego serca.

Będąc w Skierniewicach, też "wyskakiwaliśmy" do Warszawy i pobliskich miast, miasteczek...

Nie zmienia to jednak faktu, jeśli chcę już dobić do brzegu, że w wieku 36lat, nie byłam nawet w takim na przykład Berlinie, do którego naprawdę mamy rzut beretem. I pewnie nie byłabym nadal, gdyby nie koleżanki z pracy.

Owszem, jak wiecie- jeździmy z Marcinem dużo, do naszych sąsiadów również, ale stolica Niemiec jakoś nigdy w naszych bardziej sprecyzowanych planach nie była. Przebąkiwaliśmy, że może kiedyś do zoo, ale na tym się kończyło.

Nie pamiętam już nawet kiedy urodził się pomysł wyjazdu do Berlina z dziewczynami z pracy... Pewnie na którejś drzemce maluszków ;) W każdym razie, od słowa do słowa i tak oto, ani się obejrzałam, a miałyśmy już opłaconego busa! Dobrze mieć takie koleżanki.

Bilety kupiłyśmy dużo wcześniej i nie ukrywam, że przed samym wyjazdem trochę obleciał mnie strach. Było to zaraz po tych okropnych wydarzeniach w Londynie i Turynie. Niestety, wyobraźnia pracuje... A to jednak Berlin, stolica Niemiec, tzw. multi-kulti... Może lepiej nie wyściubiać nosa, nie prowokować losu- myślałam. I nie tylko ja, bo jedna z moich koleżanek miała identyczne obawy. Na szczęście była jeszcze trzecia, która równoważyła nasze lęki i obawy.

Wiem, że stać się może coś zawsze i wszędzie. I jeśli ma się stać, to się zwyczajnie stanie... Jednak jeśli tym całym cholernym islamistom chodzi o zastraszenie ludzi, to tak- ja właśnie tak się czuję.
Do samego końca miałam pewne obawy, ale kiedy już siedziałyśmy w busie postanowiłam po prostu o tym nie myśleć, bo skoro już się zdecydowałam, to nakręcanie się nie miało już sensu...

I pojechałyśmy. W sobotę, o 7 rano. Dzięki Mamie, która zajęła się przez cały dzień dziećmi i Marcinowi, który przyklasnął temu pomysłowi. Chyba czuł, że czegoś takiego właśnie mi trzeba. Chociaż wstać o godzinie 5, w sobotę, po całym tygodniu...

Głównym celem dziewczyn były zakupy w niemieckim Primarku. Ja natomiast, jako jedyna, która debiutowała z wyjazdem do Berlina, jarałam się samą wycieczką i tym, że coś będzie mi dane zobaczyć, zakupy natomiast traktowałam jako przyjemny, ale jedynie dodatek do całej wyprawy.

Udał nam się ten wyjazd, oj udał. Począwszy od pogody, przez podróż, zwiedzanie, zakupy, jedzenie- choć kebab w sumie był średni, ale sernik nadrabiał :)

Co na mnie zrobiło największe wrażenie? Chyba wszystko :) Jedno jest pewne- nabrałam ochoty na dużo, dużo więcej i już w drodze powrotnej zastanawiałam się, kiedy będę mogła tam wrócić. Marzę o tym, żeby zwiedzić choć połowę berlińskich muzeum, zrobić zakupy w oryginalnym sklepie Nivea (wszystkie trzy byłyśmy w szoku jaką ten sklep ma powierzchnię, a na widok półek, gdzie stały tylko i wyłącznie produkty Nivea, miałyśmy ochotę piszczeć :)), zjeść donuty nieopodal Bramy Branderburskiej, wjechać na wieżę telewizyjną i.... I wiele innych rzeczy tam zrobić :) Zakupy w Primarku też chętnie powtórzę, bo byłam tak oszołomiona tym dniem, że robiłam je bardzo zachowawczo :) Poza tym, jeśli ktoś planuje, to zdecydowanie odradzam robienie ich w sobotę, około godziny 14... W sklepie momentami nie było jak się ruszyć, nie tylko przez ogrom ludzi, ale część mam (i uwierzcie mi, było ich naprawdę sporo!!!) zabierała ze sobą dzieci w wózkach. Myślę, że dla nikogo nie było to przyjemne. Maluchy oczywiście dawały temu wyraz głośnym płaczem, co mnie zupełnie nie dziwi.

A teraz czas na zdjęcia :)




Jedno z pierwszych zdjęć, które zrobiłam- na ulicach niemal pusto, w końcu to 9rano :)
Dla porównania- ostatnie zdjęcie z tego samego miejsca, zrobiłam po 18.



































17 komentarzy:

  1. Cos Ty, Martus!!! Skoro juz przeobrazasz sie w profesjonalna "Globe Trotter'ke", to musisz isc za ciosem! Berlin juz zaliczony, teraz kawalek dalej - no chocby do Poczdamu! Ktory swoja droga jest naprawde piekny (kuzynka tam studiowala i mialam foty z pierwszej reki)! :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne berlinskie wspomnienia dla mnie! Bywalam swojego czasu dosyc czesto w Berlinie, jako tlumaczka studenckich wycieczek Almaturu. Zachwyca mnie, ze Alexanderplatz i okolica tak niewiele sie zmienily. Dzieki za te piekne fotografie.

    OdpowiedzUsuń
  3. ech wspomnienia... ;)
    A wycieczka super, fajnie jest się tak czasem totalnie oderwać od codziennosci :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajnie ze masz w tej pracy takie fajne babki z którymi chce sie spędzać czas poza praca😍
    Zdjęcia cudne i Ty jaka promienna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale Wam fajnie ! Ja w Berlinie byłam po raz pierwszy w trzeciej klasie gimnazjum, na szkolnej wycieczce. Z czym mi się ten wypad głównie kojarzy ? Z pierwszym makijażem i butelką wina na 15 osób, wypitą w hotelowym pokoju w tajemnicy przed nauczycielami ;) A potem byłam z mężem - ale tak mnie ten wyjazd wkurzył, że mam uraz aż po dzień dzisiejszy ;) Może za jakiś czas zabierzemy tam Bąbla - i trochę mi przejdzie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie tak w babskim gronie na wycieczkę :) Zdjęcia ciekawe :) Też chętnie bym się tam wybrała i zwiedziła Berlin.

    OdpowiedzUsuń
  7. Takie koleżanki w pracy to skarb. Wyjazd udany, więc pozostaje mi życzyć kolejnych równie świetnych i oczywiście w tak doborowym towarzystwie. Taka chwila dla siebie jest czasem bardzo potrzebna. Szkoda tylko, że ja mam wszędzie tak daleko.

    OdpowiedzUsuń
  8. Po zdjeciach widac, ze mialas super udana wycieczke. Teraz tylko isc za ciosem:) Swiat jest naprawde piekny. Jak sie rozpedzisz to moze i do USA zawitasz, ja sie co prawda planuje wyprowadzic z NYC, ale bede blisko wodospadu Niagara a to naprawde warto zobaczyc:))
    Kusze... ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Super ! Ale fajnie , że się zdecydowałaś ! Raz że Berlin jest piękny , dwa że w świetnym towarzystwie ! Oby takich wypadów było więcej 😀

    OdpowiedzUsuń
  10. Super ! Ale fajnie , że się zdecydowałaś ! Raz że Berlin jest piękny , dwa że w świetnym towarzystwie ! Oby takich wypadów było więcej 😀

    OdpowiedzUsuń
  11. Wow. Spontaniczne wyjazdy są mega extra niż te planowane krok po kroczku.
    Czasami każdemu taka mega odskoczenia się przydaje. :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Ależ fajowy wypad! No to niedługo kolejny pewnie:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny pomysł! Fajne miasto i jeszcze fajniejsza ekipa. Więcej takich wyjazdów Wam dziewczyny życzę!

    OdpowiedzUsuń
  14. W Berlinie bylam raz jako dziecko. Fajna wycieczka. U Nas Pennys to Primark. Cieszy sie ogromna popularnoscia,bo maja fajne ciuchy za grosze :-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja w sumie za dzieciaka nie byłam nigdzie. No bo. Raz Wieżyca, raz Karpacz, raz Mazury.

    Potem jeszcze Toruń, Malbork i Gniew. Ale przy Kocurze, który 10 lat spędził w USA, potem sobie pojeździł po Kanadzie, Norwegii, Holandii, że o zjeżdżeniu Polski nie wspomnę... no cóż. Nigdzie nie byłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Jako dziecko będąc w tej kuli na wieży, bałam się bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  17. A wiesz, że ja też nigdy nie zwiedzałam Berlina? :-) Byłam tam pewnie kilkadziesiat razy, ale zawsze przejazdem - Polska-Berlin lotnisko jedno albo drugie. I nawet chętnie bym to zmieniła, to niedaleko, nawet idealnie na wypad z dzieckiem, tylko no właśnie... mnie tym popaprańcom też udało się wystraszyć. I teraz kiedykolwiek mam wyjechać za zachodnią granicę to gdzieś tam w głowie krążą mi takie myśli.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!