Mama2c

Mama2c

niedziela, 16 lipca 2017

szalone letnie tempo

Pod poprzednim postem ktoś mi napisał, że w wakacje zwalnia tempo...
Tak, Visenno, pamiętam, że to Ty :) Nie mam natomiast bladego pojęcia, jak Ty to robisz!
Nasze wakacyjne dni mijają jeden za drugim w iście ekspresowym tempie... I wcale mnie to nie cieszy. Pogoda nadal nas nie rozpieszcza. Lato? Chyba nie w tej części Polski. I przez ten brak słońca, ja- pierwsza przeciwniczka upałów, tęsknię za tymi gorącymi dniami... Pora chyba jednak oswajać się z myślą, że tak teraz już tu będzie...

W każdym razie, mimo, że wciąż pracujemy, łapiemy te wszystkie bezdeszczowe chwile i cieszymy się życiem, sobą i tym co dookoła. Dzieje się u nas bardzo dużo i niestety nie zawsze dobrze...
Był już tutaj kiedyś taki post, gdzie w opisaniu naszej rzeczywistości pomagały mi zdjęcia, i dziś będzie tak samo! Za dużo tego, żeby wszystko ubierać w ładne stylistycznie zdania :)

Czerwiec na działce... Ostatnio praktycznie w ogóle nas tam nie ma, a jeśli już zajdę wieczorem, to tylko po to, żeby zrobić zdjęcia. Podlewać w tym roku praktycznie nie trzeba- taki mamy klimat :(


Gdzieś koło nas. Swojski, sielski widok...


Impreza rodzinna. Od razu widać, że chłopaki trzymają sztamę :)


Piknik Pasji. Odbył się już któryś raz z kolei, my byliśmy drugi... Jakiegoś wielkiego szału może nie ma, ale chcemy pokazać Dziewczynom, co się w mieście dzieje :) 







Zmycie tego to była gehenna!



Któregoś dnia, sąsiad powiedział mi, że mamy na działce kota. Poszłam z ciekawości zobaczyć... Jak widzicie na zdjęciu- faktycznie tam był. Przyniosłam mu jedzenie, bo miauczało to to okropnie. Pomyślałam sobie nawet, że fajnie by było gdyby został. Niestety, więcej się nie pojawił...


W pracy... Oczywiście podczas spania Maluszków. 
Ten beztroski uśmiech to tylko znak tego, że nie wiedziałam jeszcze, jakie zmiany mnie czekają lada moment. Odchodzą dwie dziewczyny z naszego czteroosobowego, zgranego teamu... 
Teraz był doskonały moment, aby znaleźć pracę w placówkach publicznych. A ja? Cieszę się, że Im się udało i drżę jednocześnie, jak to teraz będzie. Przyjdą oczywiście nowe osoby, ale... Właśnie- ale... 
Wrzesień będzie dla mnie nowym etapem w życiu. Oby udanym! 
W temacie odejście moich "Cioć", chciałabym napisać więcej, ale raz, że czasu brak, a dwa- jeszcze nie mogę, także temat pozostaje otwarty. 


Świętujemy zakończenie roku! Było co, ponieważ ten ostatni miesiąc był dla nas wszystkich ciężki i emocjonujący. Eliza dała z siebie sporo i efekt był. To i nagroda musiała być :)






To zdjęcie zrobiło na FB furorę, a zatytułowałam je: "Księżniczka i Jej paź" :) 
Tu już zostaliśmy sami, Eliza rano wyjechała na obóz z karate...


Lubię widok z mojego kuchennego okna. Czasami bywa właśnie taki...


Czy ktoś uwierzy, że ja, ŻE JA, upiekłam w tym roku tylko jedno ciasto z truskawkami?! 
Jedno.
Ja.
Cena truskawek w Szczecinie? Ok 10zł. 
Ktoś ma jeszcze jakieś pytania? 


Końcówka czerwca nie skąpiła nam deszczu, dlatego szukaliśmy atrakcji w krytych miejscach w Szczecinie. Poniżej zdjęcia z naszego wypadu do Muzeum Techniki i Motoryzacji w Szczecinie. 
Wybraliśmy się tam z moja kuzynką i Jej dziećmi. 










Agatka, specjalnie ode mnie, z Polski do Stanów- poziomki ;)
Nie przejmuj się, przez ten brak słońca, u nas też marnie z nimi...


...z porzeczkami również.
Owocowa bida w tym roku. 


Niebo nad działkami. Dzięki hodowcom gołębi, mam czasami takie oto widoki: 


Zakończenie roku przedszkolnego u Lilci. Naszą pannę czeka już tylko rok w tej placówce. I pomyśleć, że Eliza będąc w wieku Lilki szła już do szkoły... Nie było to nasze widzimisię, a wynik zagmatwania z reformą edukacji w tamtym czasie. Pamiętam, że się z niej wycofano, ale my już wtedy byliśmy zapisani do zerówki w szkole... Może nawet wyszło to Elizie na dobre, jednak jeśli mam być szczera, to cieszę się, że Lila może jeszcze spokojnie być przedszkolakiem ;)




Występy były oczywiście wspaniałe, z udziałem pani od rytmiki i pani od angielskiego. Ech, czy oglądanie własnego dziecka, kiedyś przestaje wzruszać? Pewnie nie. I dobrze, bo to dobre, pozytywne emocje!



Ekspres psuł się już od jakiegoś czasu, żeby popsuć się w końcu (na chwilowe?) na amen... 
Za to jak widzicie- nie ma tego złego :D
Nie codziennie oczywiście, bo poszlibyśmy z torbami, ale staramy się dostarczać kofeinę w miarę regularnie. 
Niestety, do kawy rozpuszczalnej już się nie przekonam. Oczywiście, że od wielkiego dzwonu wypiję, ale to nie jest opcja na co dzień. 


 

Ostatni dzień w przedszkolu- jak rok temu, było malowanie buziaków. I znowu to zmywanie. Brrrr :)


Z cyklu "Dzieje się w Szczecinie"- Sedina, czyli zawody konne z innymi atrakcjami. Jak zwykle pogoda do bani, ale humory i towarzystwo wspaniałe!







Nie ma to jak mieć takiego męża jak mój... Na te zawody ubrałam się delikatnie mówiąc- na sportowo, z niezobowiązującym luzem. A ten zamiast do domu, ściemnia, że jedziemy zawieźć coś koledze i On tylko wyskoczy na chwilkę, a potem oznajmia: "Jedziemy na kawę".

Do tej restauracji chciałam wybrać się już jakiś czas temu. Ale nie w rozwleczonym dresie :D Stąd brak moich zdjęć...






Następnego dnia, niemal skoro świt, wyruszyliśmy w podróż do Gdańska. Marcin do pracy, my z Mamą i z Lilą na krótki urlop ;)







Urlop szybko minął i czekała nas pierwsza, tak długa podróż pociągiem... Ale zarówno o tym, jak i o samym pobycie w Gdańsku- w osobnym poście.



Do domu wróciłyśmy w środę wieczorem, a już w czwartek, również wieczorem, odebrałam z obozu Elizkę :*****


Kiedy ja pracowałam, Dziewczyny pod opieką Babci robiły między innymi wianki :)




Wyczytałam, że w drugi weekend lipca, będziemy świętować urodziny  Szczecina. Jak widać Lila była gotowa nie nie już od rana :)



Pojechaliśmy więc do Parku Kasprowicza i na Różankę, żeby pokazać Dziewczynom te obchody. 
A, że wybraliśmy się późnym popołudniem, to właściwie było już po wszystkim ;) Cóż, spacer w miłych okolicznościach przyrody zawsze wskazany, jakby nie patrzeć.




Jak już pewnie niektórzy zauważyli, bardzo spodobało mi się jeżdżenie " z wizytą" do sąsiadów :) Na razie jestem na etapie poszukiwania, co też ciekawego można u nich zobaczyć, w odległości do 2-3godzin jazdy od nas. Póki co- ani razu się nie zawiodłam. Pokazałam Wam już zoo w Rostocku, przede mną jeszcze wrzucenie fotek ze starówki, a tymczasem pora myśleć o kolejnym poście- tym razem ze Stralsundu. Tam na pewno wrócimy niebawem, ponieważ jestem oczarowana tym miastem.








5czerwca powitaliśmy na świecie córeczkę naszych przyjaciół- Zosię. Dopiero niedawno mieliśmy okazję Ją poznać- sama słodycz! 



Tak jak wspominałam przy okazji zdjęć z czerwca- na działkę to ja ostatnio wpadam tylko zdjęcia zrobić. Serio. No zupełnie "niedziałkowe" to lato w tym roku. Podlewanie odpada, a na inne działkowe sprawy i atrakcje zwyczajnie brakuje już czasu... 
Hortensje i lilie pięknie już kwitną... 




Książę Misiek... Ech, ileż on nam strachu napędził :( A wszystko zaczęło się od tego, że po naszym powrocie z Gdańska zaczął szczekać zupełnie jak nie on... Zostawiliśmy go pod sprawdzoną, pewną opieką córki naszych sąsiadów z działki. To już prawie dorosła, bardzo poukładana dziewczyna. Jednak na Miśka zwyczaje, czyli jedzenie na dworze wszystkiego, co tylko da się zjeść, nie ma mocnych. Ile razy przy nas potrafił coś zeżreć... W każdym razie, w niedzielę tydzień temu dostał biegunki, a potem było już tylko gorzej. Szczegółów Wam oszczędzę, ale naprawdę niewiele brakowało, żeby Miśka dziś z nami nie było. Trzy dni jeżdżenia na kroplówki, antybiotyk dożylnie, teraz już na szczęście w tabletkach w domu, ale też przez 10długich dni, a to wszystko dlatego, że hrabia zjadł kość... Stąd ten pierwszy, dziwny i mylący objaw- dziwne szczekanie. Kość musiała podrażnić mu już przełyk. No i kolega tak się doigrał, że teraz będzie spacerował wyłącznie w kagańcu. Musimy tylko go kupić, ale to już trzeba z nim jechać, ponieważ ma tak ściśle przylegać, żeby Misiek nie mógł otworzyć pyska. Niestety w jego przypadku to absolutna konieczność. Tym razem miał szczęście, ale kto to wie, co zje następnym razem...


Co poza tym? To ostatni tydzień pracy i wyczekany, jakże upragniony urlop... W zeszłym roku nie czułam tego zmęczenia i potrzeby odpoczynku, ale byłam przecież totalną świeżynką- nie miałam czasu się zmęczyć :) W tym roku czuję już dużo większe zużycie materiału. W prywatnych placówkach zazwyczaj pracuje się po 8godzin dziennie, a przy takim charakterze pracy, to naprawdę dużo. Plany urlopowe mamy, ale podobnie jak rok temu pójdziemy na żywioł i o ostatecznym kierunku zadecyduje pogoda :)

Do wesela Brata coraz bliżej. Nie schudłam nawet kilograma, ale myślę, że mogę odtrąbić inny sukces- udało mi się też nie przytyć :) A to, musicie wiedzieć, przy tym jak sobie w pracy potrafimy dogadzać, to naprawdę nie lada wyczyn... Dziewczyny mają już sukienki, ja nie mam nic :) Generalnie ja tam nie jestem wymagającą osobą, więc na pewnie zdążę jeszcze coś kupić...

Dobrego, słonecznego tygodnia!

25 komentarzy:

  1. No nareszcie notka! Bardzo się cieszę że udalo Ci się znaleźć czas na notkę. Masa zdjęć i wspomnień niekoniecznie dobrych ( mówię tu o Miśku) ale ważne że już z nim lepiej.
    U nas tez w tym roku truskawki jakoś nie smakowały tak jak co roku. Nie wiem z czym to idzie i nie przez pogodę bo u nas masa słońca i upały też były w tym czasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się cieszę, że z Miśkiem już ok. Jednak strachu to nam napędził :(
      Z tymi truskawkami to pewnie wiele czynników ma wpływ, skoro u Was słońce. Ach, jak Wam zazdroszczę. Buziaki!

      Usuń
  2. W Poznaniu truskawki droższe... pod Poznaniem też...
    Malunek na twarzy piękny! Nie jakieś tam maźnięcie wąsów, ale profeska! :) Choć domyślam się, że przy zmyciu niekoniecznie tak musiałaś myśleć ;)
    Trzymajcie się ciepło i życzę dalszego ciągu udanych wakacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymamy trzymamy i Wam również życzymy udanych wojaży.
      Dziewczyny były już malowane w wielu miejscach i takie "maźnięcie" wąsów też przerabiałyśmy. Łatwiej zmywać :)
      Żal mi truskawek. Oprócz słońca straciłam jeszcze jeden atrybut lata...

      Usuń
  3. Moja Droga, w tak dlugim poscie tyle informacji, ze pewnie w komentarzu zapomne polowe ;)
    Lubie zdjecia i zawsze z przyjemnoscia je u Ciebie ogladam. Piesiu sliczny, obojtne czy w kagancu czy bez- mordka piekna. Dobrze, ze jednak udalo sie Wam go uratowac! M chyba troche stracil brzuszek ;) pewnie mu tych ciast brakuje ;) u nas truskawki kosztuje ok 5-6 e za kg. Najtansze sa banany- 1 e.
    Ostatnio bedac w Zoo w Münster musialam o was myslec- daleko ale warte zwiedzenia, polecam. Nie wiem jak wyglada Szczecin, jednak ja zachwycam sie rowniez wschodem Niemcowa- zadbane, odnowione i takie troche swojskie. Wiesz, ze u na ciezko badz prawie wcale niemozliwe jest poprawianie ocen badz zdawanie na wyzsza ocene- na to jest caly rok szkolny,tyle, ze czasami jedna klasowka moze zawalic wszystko...no i aktywnosc na lekcji % wiecej znaczy.
    W pracy pewnie nie bedzie za ciekawie- ale wiesz czasami po fakcie wychodzi na +
    Wypoczywajcie kochanie- aktywnie, wspolnie, szczesliwie.
    Uscieki dla Was :***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Treści to tutaj w sumie niewiele, więcej zdjęć :) Ale ja też często zapominam, co chciałabym napisać w komentarzu. Szczególnie u Agaty :)
      Owoce u Was drogie (choć banany u nas w przeliczeniu w podobnej cenie).
      Kto wiem, może Munster wciąż przed nami :) Choć jednak póki co staramy się, żeby droga w jedną stronę zajęła nam maksymalnie 2,5-3godziny. Lila jeszcze jest za mała, marudzi, jęczy...
      Co do oceniania, to ciężko powiedzieć co lepsze. Eliza pracuje bardzo nierównie. Stać Ją na bardzo dużo, ale ma etapy, że nałapie gorszych ocen...
      Co do pracy- zobaczymy. Kciuki mile widziane.

      Buziaki i dziś pojawię się u Ciebie :*

      Usuń
  4. Faktycznie, ostatnio zaglądając do Ciebie wieczorami, moje ślinianki nie zaczynają intensywnie pracować. Tylko jedno ciasto z truskawkami. Szok. Za to cała masa innych atrakcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciast mi żal, bo to lubię. Jednak i czasu mało, i ceny owoców nie zachęcają.
      Buziaki!

      Usuń
  5. Witaj. Dzieje się u Was,dzieje. Lilki bluzeczka z serduszkiem śliczna.U was truskawki po 10 zł, a po ile czereśnie bo u nas po 16 zł - w tym roku za każdym razem przeżywam szok cenowy na bazarku. Będziemy urlopować w tym samym czasie. Udanego wypoczynku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie wspólnie odliczamy :) Jeszcze tylko 3dni!
      Jakie macie plany urlopowe?
      U nas czereśnie bardzo podobne. Niestety- odstraszają te ceny. Szkoda, bo to typowo sezonowe owoce :(
      Ściskam!

      Usuń
    2. W tym roku Łeba. Wyjeżdzamy w nocy z niedzieli na poniedziałek ze względu na moją roczną córcie, która 5 minut nie wysiedzi w foteliku. A od poniedziałku podobno pogorszenie pogody. Ale pocieszam się,że przynajmniej przez tydzień nie będę gotować obiadów

      Usuń
    3. Nie przejmuj się prognozami- tak szybko się zmieniają, że jeszcze może być naprawdę przyjemnie. A nawet gdyby miało chodzić tylko o te obiady- to już zawsze DUŻY plus :)

      Usuń
  6. Ślicznie wyglądasz :)

    Co do malowania twarzy, dzieciaki w ogóle nie lubią, więc, jak po mikołajkach musiałam zmyć motylka i kotka, to krzyk mi prawie dziury w bębenkach zrobił :)

    Doskonale rozumiem potrzebę urlopu. Sama odliczam (17 dni). :) życzę więc, i sobie i Tobie żeby był czasem spokojnej regeneracji i pozwolił wrócić do pracy z nową energią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Kochana :*
      Eliza już wyrosła z malowania, za to Lila uwielbia...
      Energia po urlopie pewnie będzie, pytanie tylko na ile, bu mnie naprawdę duuuuże zmiany się szykują.
      Ściskamy mocno!

      Usuń
  7. Przyganial kociol garnkowi, jesli chodzi o tasiemce! Nie pamietam polowy posta! :D

    Wspolczuje przezyc z Miskiem! On tak zawsze reaguje na kosci? Nasza Majucha tez ich nie moze jesc. Rowniez zwsze konczy sie to s*aczka, chociaz bardziej uciazliwa niz niebezpieczna...

    Zdjecie Marcina trzymajacego parasol nad Lila, jest swietne! Owinela sobie Panienka tatusia wokol paluszka! :D

    A, no i dziekuje za narobienie mi kolejnego smaka poziomkami - tym razem specjalnie dla mnie! :D

    U mnie w tym roku jest warzywna bida... :/ Z marchewki i pietruszki wykielkowala moze 1/4 z tego co posadzilam i praktycznie nie rosnie... Ogorki oraz balkazany sa praktycznie tej samej wielkosci, co zaraz po posadzeniu... Pomidory sie rozrosly, ale sa jakies rachityczne i wlasciwie nie kwitna... Tylko groszek, fasolka oraz cukinie rosna i maja sie dobrze, ale one akurat chyba wyrosna w kazdych warunkach. ;)

    Na jednej z fotek z Trojmiasta widze stara, dobra SKM-ke! Ilez ja sie nimi na studiach ujezdzilam! :D Peron tez znajomy, ale tu mi juz pamiec zawodzi, strzelam - Gdansk Oliwa? Czy Sopot? ;)

    Kochana, wierze ze ciezko pozegnac kolezanki z pracy, szczegolnie, ze dobrze sie dogadywalyscie, ale jestem pewna, ze z nowymi osobami tez szybko nawiazecie przyjacielskie stosunki! Nie sadze, zeby trafily Wam sie dretwe Chinki, jak u mnie! ;)

    Buziaki i czekam juz na relacje z Waszego urlopu (wiem, wiem, ze jeszcze nawet nie wyjechaliscie)!!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatko, Misiek w ogóle nie dostaje na co dzień kości. Jedynie ma taką olbrzymią na działce. Na dworze musiał zjeść prawdopodobnie jakąś od kurczaka- one są ostre, a na to wskazywałby stan przełyku i jelit. On generalnie ma słaby żołądek, za każdym razem jak coś zje, to kończy się biegunką.

      Tak, tak- to Gdańsk Oliwa i SKM-ka :)

      Smutno mi strasznie, że nas zespół się sypie, ale rozumiem, że taka kolej rzeczy, każdy chce iść do przodu, chce zmian na lepsze... Heh, mówisz, że aż tak źle z tymi Chinkami?
      U nas ostatnio czasami jest taka atmosfera (nie mogę pisać niestety o wszystkim), że nie trzeba Chinek, żeby z niektórymi był taki klimat.

      Usuń
  8. A ja myślałam, że już miałaś urlop,a ty dopiero przed :)
    To ja się nie dziwię, że dni Wam tak umykają skoro tyle wyjazdów, imprez i atrakcji :)
    Nie znosze zmywać tych farb z buzi, na szczęście moja córka po tym jak kiedys musiałąm jej to zmywac z włosów zaprzestała malowania sobie twarzy i pozwala co najwyżej na rysunek na ręcę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byliśmy na krótkim urlopie w Trójmieście. Ten prawdziwy dopiero przed nami :) Cieszę się jak dziecko! Entuzjazm trochę studzi mi pogoda, ale mam nadzieję, że będzie dobrze!

      Usuń
  9. Latem zwolnione tempo?? A gdzie tam! U nas te letnie dni lecą jak głupie, napchane są do granic możliwości ;) Cudna malutka Zosia aż się chce trzeciej córy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To u nas podobnie! Trzeba ten czas wycisnąć jak cytrynkę :)

      Zosia jest przesłodka. Lalunia taka.
      Trzecia córcia, pierwszy synek- wszystko jedno :D

      Usuń
  10. Witaj Marto:-*
    ...ja właściwie wpadłam tylko się przywitać buziakiem po tak długiej nieobecności mojej. Teraz nadganiam... Czytam, doczytuję, ja muszę być znów na bieżąco:-)
    Zdjęcia powyższe migusiem obejrzałam, ale zdążyłam zauważyć jak też córy Tobie urosły.. pięknotki!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. ależ zdjęć:) przy jednym zatrzymałem się na dłużej, a konkretnie przy widoku z okna. Mamy je bardzo podobne, nawet kiedyś zrobiłem zdjęcie, które do złudzenia przypomina to Twoje. tylko same okna inne mamy:P fajnie u Was:) i obóz z karate! WOW

    OdpowiedzUsuń
  12. Poczułam się wywołana :)) Więc jestem.
    Tak zwalniam tempo przede wszystkim..... w głowie. I choć czas pędzi nieubłaganie naprzód, to w lato najbardziej udaje mi się przystanąć, odetchnąć, no zwolnić. A przy tym dzięki chłopakom mogę bez przeszkód oddawać się zabawom i wygłupom.
    Nie zazdroszczę zmywania malowanek z twarzy. U mnie chłopaki mieli słownie dwa, może trzy razy takie cudo. Na szczęście mokre chusteczki dla dzieci zmyją wszystko :)
    Wyglądacie ślicznie, wszystkie trzy!!!
    Nie zazdroszczę perypetii z Miśkiem, musieliście się najeść strachu. Cóż taki urok psiego łakomczucha.
    A urlopu zazdroszczę, ja muszę czekać jeszcze trzy tygodnie.
    Pozdrawiam z cieplutkiej stolicy :))

    OdpowiedzUsuń
  13. Zawsze bardzo lubię czytać co u Was słychać, a teraz faktycznie duuuużo się działo :) Miłych wakacji i pięknego słońca! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. O mamo, pomyśleć, że jeszcze niedawno (tak mi się zdawało) od Taty wypas poldka pożyczałam, a on już w muzeum stoi ;) :D

    Ale żeś post zapodała. Przez moment się cofnęłam, żeby sprawdzić, czy ja na jikiś kolejny niechcący nie przeskoczyłam :)

    No dzieje się, obawiam się, że z moim zapłonem i ja taki z czasem skonstruuję ;)
    Lila to chodząca słodycz, te je minki :) widzę w niej kopię Toli, damy księżniczki nam się trafiły, co :)

    Kolor włosów Elizy wymiata :)

    Knajpą to wiesz i ja zauroczona jestem :) A te kawy, wszystkie jakimi tu kusisz, to chyba mi się dziś przyśnią

    10zł za łubiankę? ja płaciłam 14zł :/ i pomyśleć że truskawek nie lubię...

    Paź wygrał! genialna fotka i ta rozbrajajaca Lila :D

    Z Miśkiem, kurczę, się doigrał... nie chcę nic mówic, ale nasz Fux zgubił kilka porządnych kagańcy, jak poleciał, to wracał zawsze bez... aż zrezygnowalismy z kolejnych, bo ileż można. Także ten..

    Zosia przeurocza :) :) A widzisz jaka Lila przy niej jest dorosła już??? To dopiero w takich chwilach dostrzega się, że te naszę małę bąbelki rosną, co?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!