Mama2c

Mama2c

wtorek, 22 sierpnia 2017

Ach... co to był za ŚLUB!

Jak już widzicie- w mini sondzie zwyciężył ślub ;) Miłość zawsze dobrze się sprzedaje... Jakkolwiek to brzmi :p

Tak czy siak- właściwie to nie wiem nawet od czego zacząć. Chciałabym jakoś ładnie ubrać w słowa to wszystko, co było związane z tym dniem, ale obawiam się, że wyjdzie jak zawsze.

No to może zacznę (klasycznie) od początku.
Pierwsze było zaskoczenie. Ale nie takie zwykłe zaskoczenie, tylko totalne ZASKOCZENIE. W celu rozjaśnienia sytuacji, trochę liczb i faktów: przyszli państwo młodzi byli ze sobą już ok 14-15lat (no tu się nie mogę właśnie doliczyć, ale zgodzicie się ze mną, że przy takim stażu, rok w tą, czy w tamtą nie ma już żadnego znaczenia!), Ich wspólny syn skończy w tym roku 12lat, od 4lat mieszkają w swoim mieszkaniu (wcześniej 8lat z moimi rodzicami i jeśli przeżyli mieszkanie z naszym ojcem i to nie zabiło Ich miłości, to już mogli wtedy spokojnie się żenić, bo mało jest lepszych sposób na sprawdzenie siły i trwałości uczucia między partnerami...) i... I ani słowa o ślubie przez ten czas.
Teraz już rozumiecie nasze zdziwienie, kiedy pod koniec zeszłego roku dowiedzieliśmy się o zaręczynach???

Nie był to koniec zaskoczeń, ponieważ kolejnym była prośba, żebym została Ich świadkową. Przystałam na nią z nieskrywaną radością. Nie zmienia to faktu, że byłam przekonana, że takie przywileje jak bycie chrzestną, czy świadkową, już dawno za mną ;) A tu proszę- rok temu jechałam na chrzest Iwa, a teraz miałam być świadkową. Życie lubi jednak zaskakiwać. Może ma dla mnie jeszcze coś w zanadrzu ;)

Przygotowania do wielkiego dnia trwały 8miesięcy, ale że nie było to wesele, gdzie najważniejszą kwestią jest to, jaki będzie kolor przewodni imprezy, przebiegły spokojnie i bez większego echa. Najważniejsze kwestie ogarnęli Młodzi, my mieliśmy swój udział w paru rzeczach, ale że jesteśmy z natury skromni, to niech tajemnicą pozostanie, w których ;)

I cóż mogę napisać- mimo, że kolor kremu na babeczkach nie komponował się z odcieniem lewego obcasa panny młodej, to i tak było... zajebiście ;)
No, a teraz będzie już tylko kulturalnie :D

Lata całe nie byliśmy na żadnym weselu, choć gdzieś tam po drodze zaproszenia się pojawiały, toteż cieszyliśmy się na tę imprezę bardzo! Jednak zapewniam Was, że nasza radość, przy tym jak na wielki dzień Cioci i Wujka czekały nasze córki, to było nic. Dziewczyny odliczały każdy dzień, a ostatni tydzień dłużył się Im niemiłosiernie. 
Nie ukrywam, że zastanawialiśmy się po cichu jak to będzie bawić się z Lilą, a konkretnie- do której młodsze dziecko wytrzyma. Chyba bardzo potrzebowaliśmy się rozerwać, bo jakoś specjalnie nie spędzało nam to jednak snu z oczu i w zupełnie do nas niepodobnym stylu, wyszliśmy z założenia, że będziemy się martwić w trakcie. I to było bardzo dobre posunięcie, ale o tym później ;)

Czas na zdjęcia, czyli omówimy ten dzień krok po kroku...

Na makijaż i fryzurę zapisana byłam na... 7rano, na.... drugi koniec miasta. Umawiałam się w ciemno, spodobał mi się jakiś makijaż w wykonaniu tej Pani, który zobaczyłam na fb i niewiele myśląc- napisałam do Niej wiadomość. Na szczęście nie żałowałam, a wręcz przeciwnie- byłam bardzo zadowolona. Do tego Pani Karolina okazała się być w 20tygodniu ciąży, i tak już sobie wesoło trajkotałyśmy przez ponad 1,5godziny.

Dziewczyny noc poprzedzającą wesele spędziły u Babci i razem z Nią były umówione również na czesanie. Tyle, że na 10 i dosłownie na przeciwko bloku mojej Mamy... Szczęściary ;)
Pani nakręciła Im włosy lokówką, żadna nie chciała mieć upiętych. W rezultacie Elizie loki ładnie się trzymały, Lilce prawie w ogóle.


Jak na wzorową świadkowa przystało, na 5 minut przed wyjazdem do USC kupowałam jeszcze rajstopy pannie młodej (chwilę wcześniej mnie kupowała mama ;)), a potem pomagałam się ubrać. Walczyłyśmy z gorsetem, z którym i tak najlepiej poradziła sobie moja Mama. To mnie akurat nie dziwi, bo kiedy sznurowała mój ślubny gorset, to żołądek przeskoczył mi automatycznie w okolice gardła, a wątroba spłynęła do tętnicy udowej...


A oto i ONI! Dla nas NAJPIĘKNIEJSI!
Kasia wymarzyła sobie tę sukienkę już chyba dekadę tematu, a pierwowzorem dla niej była ta, która zagrała w teledysku November Rain, który oczywiście na weselu też był puszczony. Sukienka na żywo zachwycała jeszcze bardziej i choć z moją ślubną kreacją łączył je tylko kolor (to u nas rodzinne, że biel nie wchodzi tego dnia w grę :D), to bardzo, bardzo mi się podobała, a Kasia wyglądała ślicznie.

Natomiast mój Brat, to szpakowaty, szczupły, wysoki, niebieskooki mężczyzna i kiedy zobaczyłam Go w tym granatowym garniturze, niebieskiej koszuli... No to było "WOW". Niektórzy mężczyźni są stworzeni do noszenia garniturów i mój Brat na pewno należy do tego grona.


W oczekiwaniu na ceremonię <3


A gdzieś tam w tle ja i moja kiecka. Napiszę tak- nie wiem, czy to do końca był mój fason, nie wiem, czy przypadkiem ta długość nie skracała mi trochę nóg... ale Dziewczyny! ten kolor, to było to, o czym marzyłam :)
No to kupiłam :D
A tak serio- czułam się w niej naprawdę dobrze.




Goście, goście... Idziemy na salę weselną!



 Wesele czas zacząć!




Kto się bawił najlepiej? Lila już po 2godzinach musiała zmienić buty, na te wygodniejsze. To chyba o czymś świadczy ;)





Słodkiego, miłego życia <3 <3
Tego Im właśnie życzymy, żeby Ich życie było słodkie jak ten tort i udane, jak to wesele!



Choć cóż... Nie sposób nie wspomnieć, że nie każdy potrafił zachować się jak należy. Tu oczywiście prym wiódł nasz ojciec- mistrz tekstów z dupy... To samo zrobił na moim weselu, więc jakby zaskoczenia nie było, może za to żal, że przez te 12lat, które dzieliło imprezy nic nie zmądrzał... Od Kasi strony też była osoba, która sprawiła Im tego dnia trochę przykrości... ale to właśnie takie nasze polskie... Czasami nie potrafimy cieszyć się szczęściem innych, uszanować Ich dzień. Myślimy tylko o sobie, a jak do tego dodać zazdrość... Wychodzi z człowieka taki burak w najczystszej postaci.

My będziemy mieli same dobre wspomnienia z tego dnia, mam nadzieję, że Młodzi z nami też ;) Lila do godziny 22 urzędowała na najwyższych obrotach, wręcz jak wypiciu energetyka, co mnie trochę już potem martwiło, za to o godzinie 22:06 zaliczyło odlot w ramionach Babci. Baterie się dziewczynce wyczerpały. Mama się zlitowała i pojechała z Nią taksówką do domu, żebyśmy mogli się jeszcze pobawić. Niestety chwilę po północy Eliza była już też bardzo zmęczona, była Jej zimno i wiedzieliśmy, że dla nas to koniec imprezy.

Za to w niedzielę o 7 rano byliśmy rześcy (no powiedzmy), (nie)wyspani i gotowi (tak jakby) na wszystko to, co miał nam do zaoferowania kolejny dzień. A nie była to wcale zwykła niedziela, ponieważ po pierwsze trwały regaty TTSR, na które zaraz po śniadaniu chcieliśmy iść, a po drugie koło 15przyjeżdżała ze Skierniewic moja chrzestna z wnuczką, kuzynką Elizy.
Wszystkiemu podołaliśmy, ale nie ukrywam, że wieczorem po prostu padliśmy :D 

Ze spraw bieżących- ależ się u nas ochłodziło! Powiało jesienią, niestety. I to piszę ja, która jeszcze na początku prowadzenia bloga pisała, że jesień to najpiękniejsza pora roku... Nie, nie cofam tego, ale tym razem to chłodniejsze, inaczej pachnące powietrze poczułam zdecydowanie za wcześnie... Choć pewnie czasowo wyglądało to jak zawsze, ale że lata w naszych okolicach było jak na lekarstwo...

Są też dobre wiadomości- do mojej kuchni trafiła już pierwsza dynia. Później niż w tamtym roku, i to nie moja ukochana hokkaido (tydzień temu na ryneczku blisko Mamy za jej kilogram życzono sobie 19.90...), ale to zawsze dynia <3
Na razie ląduje w sałatkach do pracy, prawdziwe dyniowe szaleństwo dopiero się zacznie :D

Ktoś jeszcze pamięta moją małą dyniową obsesję? :p




















13 komentarzy:

  1. Super, nie tylko widac to po zdjeciach, ale opisalas to naprawde fantastycznie. Suknia Kasi, boska ale Twoja tez mi sie bardzo podoba i co Ty tam bredzisz o skracaniu nog? :))) Zadne takie, wygladalas naprawde cudnie.
    Dziewczyny widac, ze tez bawily sie doskonale i Twoja Mama z takim obrazem szczescia na twarzy.
    Niech to juz tak zostanie...
    Wszystkiego najlepszego Mlodej Parze!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszyscy pięknie wyglądaliscie i cieszę się, że wesele się udało.
    I chyba w każdej rodzinie jest osoba, która musi innym psuc najważniejsze dni w życiu. Tak dla zasady. Skądś to znam...

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo sie ciesze, ze wesele sie udalo. Sukienka piekna, chociaz masz racje, ze powinno byc o ciut krotsza, ale I tak slicznie sie prezentowalyscie.

    OdpowiedzUsuń
  4. No piękni wszyscy i tyle:)Jak dobrze widzieć wszystkich uśmiechniętych!Jesień juz wisi w powietrzu, wcześnie - bo to lato jakieś dziwne było pogodowo (dziwne -to zbyt łagodnie powiedziane, patrząc na skutki tej pogody).A na dynie zawsze czekam z radością, chociaż w tym roku podobno niezbyt się udały-za zimno i za mokro, jak powiedział mi ich doświadczony "uprawiacz". Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurczę nie wchodzą mi wszystkie zdjęcia, ale przynajmniej widziałam wasze kreacje. Ta zieleń to strzał w dziesiątką Marta!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ślicznie wyglądałaś makijaż włosy sukienka po prostu ekstra!
    Pani Mloda ma śliczne nogi takie nie za chude nie grube w sam raz. Brat wizualnie jest bardzo podobny do taty chyba nie? Dobrze że charakter ma inny😉
    Dziewczynki urocze i zdjęcia mają wspólne piękne i te loki😍

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo ladni Panstwo Mlodzi. I nadal sa mlodzi, chociaz z 15-letnim stazem.
    Sukienki piekne - Panny Mlodej i Twoja. W ogole widac, ze wszystko bylo na medal i elegancko.
    Dziekuje za fajna slubna relacje!

    OdpowiedzUsuń
  8. Wszystkiego co najlepsze mlodej parze!!!!Wygladaliscie pieknie wszyscy-sukienka panny mlodej przepiekna a twoja kolorem przebila wszystkie .Dziewczynki wygladaly jak zwykle swietnie.Zdjecia pokazaly cudowna atmosfere .Pozdrowienia i usciski

    OdpowiedzUsuń
  9. Aż mi się łezka w oku zakręciła, tak pięknie to opisałaś 😍
    Wspaniale wyglądaliście...
    My na wesele idziemy dokładnie za dwa tygodnie i teraz się zastanawiam jaką suknię będzie miała panna młoda, bo ja (gość) mam podobną do Kasi, tylko bez tego długiego trenu i nie kremową tylko niebieską. Od początku czegoś takiego szukałam i jak w końcu znalazłam to oszalałam z radości, a teraz się martwię, że może zbyt strojnie, jak na gościa, będę wyglądać :(
    Buziaki Martuś 😘

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękna historia twojego brata i (oficjalnie już) bratowej i bratanka. Wszystkiego dobrego dla nowożeńców. Widać, że to był cudny dzień a potem zabawa pełna radości :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Super, no prosze nigdy nie jest za późno :)
    Pięknie wyglądali młodzi. Zanim przeczytałam, od razu sukienkę skojarzyłam z november rain :) Cudna!
    Ty tez świetnie wyglądałaś, nie mój kolor, ale dla Ciebie idealny!
    Ale najpiękniejsze były te dwie małe Łobuzice ;)
    Teksty z dupy.. ech, masz rację, przykre buractwo. Miałąm własnie pytać, czy tata był i doczytałam jak to wyglądało.
    No szkoda, ale co tam, niech to nie przyćmi takiego szczęscia i wyjątkowości tego dnia.

    Dynia - mama nam przywizoła pierwszy krem czekoladowy z dyni, pyyyycha. Hokaido już piekliśmy, u nas już ok 2,50 zl za kg, ale ja dałam nasiona w zeszłym roku z mojej którą kupiłam i pięknie obrodziły w tym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojciec siedzi na zdjęciu, gdzie jest Elizka.

      Usuń
    2. A te nasiona kiedy sadziliscie?

      Usuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!