Mama2c

Mama2c

wtorek, 29 sierpnia 2017

Ostatni dzień w raju...

Zastanawialiście się kiedyś, ile rozważań można poświęcić "zmianie"? Ile na ten temat można powiedzieć, w ilu wątkach tę zmianę "ugryźć", rozważyć...
Jedni twierdzą, że zmiany są potrzebne. Inni deklarują, że zmian nie lubią, kolejni- że te ich napędzają...

Czy zmiany są rzeczywiście potrzebne?!
Oczywiście!
Zmieniamy chujowy rząd, partnera, przy którym się dusimy, pościel kiedy est brudna, dietę, która nam nie służy etc, etc...

Czy to normalne, że boimy się zmian?!
Oczywiście.
To naturalne, że w niektórych przypadkach zastanawiamy się, czy to będzie dobra zmiana.
O ile nikt nie duma nad tym, czy lepiej będzie spało mu się pod czystą pościelą, ani czy wykluczenie ociekającej tłuszczem golonki rzeczywiście wpłynie korzystnie na jego serce, o tyle z takim już rządem, czy partnerem można wpaść z deszczu pod rynnę. Zmiana to przecież zazwyczaj nowe, nieznane... Są ludzie tak bardzo przyzwyczajeni do pewnego porządku, do rzeczy jakimi one są, że zmiana wywołuje w nich panikę. Czy słuszną, czy nie, to już inna sprawa, ale kwestionować tego, że tacy ludzie też są, i żadna w tym ich wina, że tak już mają, nie zamierzam.

Szczęśliwi ci, których zmiany napędzają, choćby dlatego, że się ich nie boją, są na nie otwarci. Pewnie zawsze znajdą w nich coś pozytywnego. Zmiana może być dla nich formą dostarczenia sobie adrenaliny poprzez spojrzenie na nią, jak na wyzwanie.

Ostatnia, ale być może najważniejsza refleksja o zmianach jest taka, że wszystko zależy od tego, czy to my decydujemy o potrzebie/konieczności zmian, czy ktoś podejmuje tę decyzję za nas...

A gdzie w tym wszystkim ja???

Jeszcze w kwietniu/maju, kiedy moją małą główkę zaprzątały tylko myśli o tym, że pora zmienić pościel i nawyki żywieniowe, żeby jednak zrzucić chociaż te 5kg do wesela, a patrząc na poczynania rządu zastanawiałam się, jak to możliwe, że w tym kraju jeszcze nikt nie zrobił rewolucji, czyli zmianowych czystek, byłam pewnie zlepkiem każdej z tych grup... Zmiany w prawdziwym tego słowa znaczeniu szczęśliwie mnie nie dotyczyły. Dlaczego szczęśliwie? To proste- jeśli jest ci dobrze, nie szukasz i nie pragniesz zmian. No chyba, że należysz do ostatniej grupy ludzi i do pełni szczęścia po prostu ich potrzebujesz. Mnie właściwie było wtedy bardzo dobrze i poza wyżej wspomnianą oponką na brzuchu, niewiele chciałabym wtedy zmieniać. Miałam dobrą, fajną pracę blisko domu, zdrowe dzieci, tego samego męża, których choć czasami wkurzał i irytował, to dzięki Niemu wiedziałam, że żyje, bo kto inny tak skutecznie, mnie niskociśnieniowcowi podnosiłby ciśnienie...

Zmiany były systematyczne- odejście, na tamten moment, najbliższej mi koleżanki, złożenie wypowiedzenia przez drugą (panią kierownik), zaproponowanie mi Jej stanowiska (booooooom, i łubudubu totalne, no bo jak to mi?! Najkrótszy staż pracy w firmie i taki awans?!), aż wreszcie nagła, totalnie zaskakująca decyzja, że nasza placówka zostaje... ZAMKNIĘTA- definitywnie i bez odwołania. Wszystkie (na szczęście) dostałyśmy propozycję przejścia do placówki macierzystej, na lepszych warunkach, ale... Tych "ale" jest całkiem sporo. Pomijając te, które niestety utrudnią mi dotychczasowe, spokojne życie zawodowe, po te, które dziś- dokładnie na dzień, przed oficjalnym zamknięciem, biorą górę- zupełnie ludzkie, emocjonalne, może typowo kobiece (??)...

Tak bardzo żal mi tego miejsca, dzieci, rodziców... Zamykamy pewien cudowny etap i choć to, co nowe może być całkiem fajnym wyzwaniem, to potrzebuję trochę czasu, aby pogodzić się z tą stratą. Tak dziś to właśnie odbieram i jest mi bardzo, bardzo ciężko.

O tej zmianie ktoś zadecydował za mnie. Muszę to przetrawić, postarać się wykrzesać choć minimum entuzjazmu... Trochę liczę na to, że może kiedy już tam się stawimy, przyjdą dzieci, zaczniemy się tam powoli odnajdywać, to chęci i energia przyjdą same. Na razie czuję się jak zbity pies. Rodzice tego nie ułatwiają- przynoszą kwiaty, czekoladki, mówią, że Im smutno... Uwierzycie, że niemal wszyscy z Nich martwili się, czy my mamy na pewno pracę... Dla mnie to coś niesamowitego.

Miałyśmy taki zwyczaj, że kiedy odchodziło od nas jakieś dziecko, robiłyśmy dla Niego laurkę i pożegnanie. Jutro odejdą niemal wszyscy na raz, nawet nie miałyśmy czasu, żeby się przygotować. Nigdy nie zapomnę tych moich Maluchów. Każdy na swój sposób był wyjątkowy...

Ech :(

To może chociaż ładne zdjęcia?













Dziękuję za wszystkie życzenia dla Młodej Pary!
Mam nadzieję, że dzięki nowej organizacji, znajdę też czas na robienie tego, co lubię- bywanie tu na blogu i u Was...




46 komentarzy:

  1. O cholewcia sie porobiło. Współczuję tego stanu strachu przed nieznanym no bo to po prostu strach i każdy zmian się chyba obawia i trochę to człowieka gnębi. No cóż głowa do góry Martuś i dasz radę a jak się zapełni sala dzieciakami to przepadniesz i nie będzie czasu myśleć:)
    Logistycznie to pewnie trudniejsze będzie bo odległość pewnie większa od domu no ale trudno się mówi i żyje się dalej. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strach pewnie też, ale ja tutaj w dużej mierze wiedziałam w co wchodzę i... nie wyglądało to dobrze. Fakt, nie mam czasu myśleć, fakt- dzięki dzieciom... ale nie wygląda to tak, jak tam...
      Dziękuję :*

      Usuń
  2. O,to faktycznie nièlatwy czas przed toba.Ale jak to mowia "zamykaja sie drzwi a otwieraja sie wrota,Bedzie dobrze,jak tylko przyjda maluszki.Fakt praca dalej od domu,to oczywiscie duze wyzwanie,ale napewno dasz rade.Trzymam kciuki,zeby wszystko ulozylo sie po twojej mysli.Bedzie Dobrze,pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, Małgosiu, właśnie jak przyszły dzieci, to załamałam się jeszcze bardziej. Serio...
      Co do tego powiedzenia, to staram się myśleć, że może i teraz będzie ciężko, ale z czasem wyjdzie z tego coś dobrego u tą nadzieją będę żyła.
      Dziękuję :*

      Usuń
  3. No Kochana, to na nudę nie możesz narzekać;-)
    Ja z tych co zmian nie lubią. Ale jak wiadomo nie od dziś żeby zostać w miejscu, trzeba szybko biec, więc i tak źle i tak nie dobrze;-0 Dasz radę,będzie inaczej, inni ludzie, ale dasz radę. A awansu GRATULUJĘ!!!!Świetnie jak w pracy doceniają człowieka, jego zaangażowanie, pomysły, umiejętności i kompetencje. A, że najmłodsza stażem? Dla mnie to żaden argument.Rzekłabym, że nawet lepiej, bo nie osadzona (uwikłana) w układy personalne i ze świeżym spojrzeniem;-)
    Trzyma mocno kciuki za nową rzeczywistość!!!!
    P.S. Nie zdążyłam skomentować poprzedniego wpisu ślubnego - piękni byliście wszyscy!!!Państwo młodzi szczęśliwi, panna młoda w oryginalnej sukni, Ty w pięknej zieleni - zieleń lubi blondynki;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Tysiu za wszystkie miłe słowa :* I za gratulacje, choć z tym awansem to też dłuższa historia i za stara już jestem, żeby nie węszyć podstępu :) Ale napiszę o tym, kiedy zamknę się już tu dla szerszej publiczności.
      Buziaki!

      Usuń
  4. Zmiany, coś nowego, zazwyczaj wywołują u mnie i strach, i ciekawość. Potrzebuję też sporo czasu na adaptację.
    Pewnie, że pożegnanie nie jest łatwe.
    Myślę, że jak przyjdą dzieci, to będzie łatwiej.
    Trzymam kciuki za nowe miejsce.
    P.S. Wyglądałaś ślicznie w zielonej sukience. Młodej parze życzę szczęśliwego dalszego życia. A oglądania żaglowców na żywo zazdroszczę nadal:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :*
      Pożegnanie było smutne, rodzice bardzo mnie wzruszyli... Codziennie będę jechać drogą, którą pokonywałam do poprzedniego przedszkola... Może z czasem mniej będzie boleć.
      Na żaglowce zapraszam Was następnym razem :*

      Usuń
  5. Wiem o czym piszesz. Ja nienawidze zmian. Panicznie sie boje, ze co jesli zmiany beda zle? Ale.. zmiany musza byc. Kto ryzykuje ten nie ma I to zyciowa prawda.
    Bedzie dobrze, glowa do gory.
    Zdjecia piekne jak zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jeśli tak naprawdę nie wiemy, jakie będą te zmiany, to wiadomo, że jakiś strach jest, ale też może i jakaś ciekawość. Ja tutaj dobrze wiedziałam w co wchodzę i wiedziałam z góry jaka będzie to zmiana. No nic, zaciskam zęby, przywyknę. Muszę, póki co nie mam innego wyjścia.

      Usuń
  6. Nie lubię zmian, zwłaszcza tak drastycznych :(
    Dasz rade, kto jak nie TY :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, o- trafne określenie. Bardzo dobre w mojej sytuacji.
      Muszę dać radę, chcę pracować, muszę to robić ;) I tak w kółko.
      Buziaki!

      Usuń
  7. Ojej, ale się porobiło :( Ale wiesz co - jakoś tak instynktownie czuję, że to może być naprawdę dobra zmiana (jakkolwiek to brzmi - nie wiąż tego proszę z kontekstem politycznym ;) ) I myślę, że sobie poradzisz - znam Cię już na tyle, żeby to wiedzieć ! Powodzenia :) :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Karolino, to miłe i budujące co piszesz :*
      Boję się boję- spod słonecznego, jasnego nieba wpadłam pod rynnę...
      Ściskam.

      Usuń
  8. Pamiętaj, że strach ma zawsze wielkie oczy!! A w większości przypadków, tylko strachem pozostaje :*:* i jeszcze jedno nigdy się nie bój zmiany na lepsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na lepsze bym się nie bała...
      Buziaki!

      Usuń
  9. Ja tez się zawsze bałam nowego miejsca pracy, a potem było zawsze lepiej! śniłaś mi się dzisiejszej nocy! Byłaś z dziewczynkami, one takie radosne, a Ty siedziałaś smutna...a- i miałaś krótsze włosy:) Pozdrawiam i trzymam kciuki za nowe!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, tutaj sytuacja jest trochę bardziej skomplikowana, ale na pewno napiszę więcej jak w końcu zamknę bloga. Myślę, że to już całkiem niedługo.
      Włosy podcięłam, miałam już strasznie zniszczone na końcach. A smutna mam nadzieję, że byłam z tylko z powodu zaistniałej sytuacji... To w końcu tylko praca- zdrowie i szczęście mojej rodziny jest dla mnie wciąż najważniejsze.
      Dziękuję i przesyłam buziaki!

      Usuń
  10. Czasem zmiany wychodzą na dobre. I miejmy taką nadzieję że tak bedzie tym razem. Trzymam kciuki za te nowości.

    OdpowiedzUsuń
  11. Uwielbiam zmiany i to nie tylko te, ktore sama planuje ale wszystkie. Owszem sa zmiany jak choroba, ktore walna czlowieka w leb znienacka i powoduja chwilowy ogolny paraliz w momencie ogloszenia diagnozy. Ale nawet takich sie nie boje, po prostu wiem, ze w zyciu nie ma nic stalego i zadnej gwarancji bezpieczenstwa.
    Brak zmian tez nie gwarantuje bezpieczenstwa, natomiast na 100% gwarantuje stagnacje:)))
    Nie wiem, byc moze mnie kon kopnal w glowe w dziecinstwie i tak mi sie porobilo, ale jak cos sie zmienia to ja dopiero wtedy zyje pelna piersia:)
    Owszem przezylam juz wiele zmian, ktore ze tak powiem sie "w gowno obrocily":))) ale tez ich nie zaluje, dzieki nim sie czegos nauczylam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Star, myślę, że żaden koń Cię nie kopnął, po prostu masz takie, a nie inne podejście i ok :) I tak jak dziewczyny pisały niżej- Tobie na pewno jest w życiu łatwiej! Zgodzę się z Tobą, że każda zmiana czegoś nas uczy.

      Usuń
  12. O rany, strasznie ci się życie zawodowe pokomplikowało!
    Dobrze Cię rozumiem! Ja tez zmian w większości nie lubię i się ich boje. I, jak wiesz, pod koniec maja zmieniłam prace. Minęły 3 miesiące, a ja się w nowej nadal nie odnalazłam. :( Ja co prawda sama podjęłam decyzje o zmianie, ale w sytuacji w jakiej byłam, czułam się jakbym była do niej zmuszona. Ja nie chciałam zmieniać pracy, ale wiedziałam ze rozpaczliwe trzymanie się starej nie ma sensu. Doskonale wiec rozumiem Twoje uczucia, chociaż ja chyba lepiej bym się czuła gdyby ktoś zdecydował za mnie, podjął decyzje i wszystko załatwił. A ja musiałabym "tylko" zaakceptować nowa sytuacje. ;) Natomiast kiedy decyzje podjęłam niejako sama, nikt mnie teoretycznie nie przymusił, teraz strasznie się gryzę tym, czy to była dobra decyzja i czy kiedyś nie odbije mi się ona czkawką... Ale to może być efekt uboczny tego, że nie mogę się za cholerę przyzwyczaić do nowego miejsca... :(

    Ale Ty Kochana, napewno szybko przywykniesz! W końcu, w większości będziesz otoczona koleżankami ze starego miejsca, tak? Dobrze zrozumiałam? W takim razie, nie ma się czego bać! :*
    A i gratuluje awansu!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Naprawdę zazdroszczę postawy!!!
    Cały czas próbuje osiągnąć ten level - może na starość uda mi się osiągnąć ten stan umysłu;-)
    To byłam ja Tyśka;-0

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miało być do odpowiedzi Stardust;-0

      Usuń
    2. Agata, tak to jest, kiedy niby mamy wyjście, ale teoretycznie go nie mamy. No chyba, że nie masz dzieci, zobowiązań finansowych, masz ładną sumkę odłożoną na koncie, wtedy rzeczywiście możesz sama o pewnych zawodowych kwestiach decydować.
      Niby ja wybór też miałam- przecież mogłam powiedzieć, że nie przechodzę do innej placówki.
      Niby...
      Pisałam już niżej, ta zmiana dobra nie będzie, choć wiem, że z czasem pewnie przywyknę- innego wyjścia nie mam. Smutek jest nadal, ale kiedyś więcej o tym napiszę.
      Buziaki. I przykro mi, że nadal nie czujesz się tam dobrze :(

      Usuń
  14. Tak się właśnie pracuje w tych czasach...
    Ale jeszcze à propos tego strasznego obecnego rządu. Rozumiem, że nie bierzesz 500+ i dobrowolnie chcesz pracować do 67? To byłoby logiczne, jeśli chcesz odpalać rewolucję;)Inaczej ręce opadną na brak logiki... A jeśli ten rząd sam upadnie, nie będzie 500+ i każą nam pracować znowu do 67 (wszak UE twierdzi, że obecny wiek emerytalny to dyskryminacja dla kobiet)- wtedy będzie super- prawda?
    Ja juz się żegnam z blogiem:) Powodzenia

    Mama trójeczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, ta sytuacja była dla mnie totalnym zaskoczeniem, ale masz rację- oczywiście, że nie ja pierwsza i niestety- nie ostatnia. Byłyśmy w o tyle dobrej sytuacji, że z dnia na dzień nie zostałyśmy bez pracy. To są dopiero prawdziwe dramaty i nie chciałabym nigdy przekonać się, co czują ludzie w takim momencie.

      Mnie zaś ręce mogą opaść, na to zakończone buźką zdanie. Wiesz dobrze Mamo Trójeczki, że nigdy tutaj nikogo na siłę nie trzymałam. Myślę, że moje poglądy polityczne jasno już wyrażałam u Nietypowej Matki Polki i już wtedy wiedziałyśmy doskonale, że na pewno na tej płaszczyźnie się nie zgodzimy. Widząc Cię więc tu u siebie, wnioskowałam, że rozumiemy się jako mamy, ludzie...
      Nie, żebym próbowała w jakikolwiek sposób Cię tutaj zatrzymać. Wszak blogowanie ma być przyjemne dla wszystkich- piszących, czytających.
      Mogę tylko napisać, że po inteligentnej kobiecie spodziewałam się jakże jednak trudnej umiejętności różnienie się. To zdaje się pan Cugowski pytał: "Czemu pięknie nie umiemy różnić się"
      Ano nie umiemy.
      Nadal.
      Przykre.

      Ps. Nie twierdzę, że wszystko co robi obecny rząd jest złe. Nie oznacza to, że się za niego nie wstydzę, a to jednak dla mnie bardzo istotna kwestia. I dopóki będą pojawiać się monety oddające hołd i cześć takim ludziom jak Misiewicz, dopóki jakiś karzeł, zwany szeregowy posłem, będzie wchodził na mównicę "bez żadnego trybu, to tak- będzie mi wstyd, że tacy ludzie rządzą naszym państwem.

      Ps2. To ja też pozwolę sobie zadać pytania na logikę- rozumiem, że Ty i Twoje propisowskie koleżanki wracają do pracy wg długości urlopu macierzyńskiego ustalonego za poprzedników PO? O ile dobrze pamiętam, to właśnie PO wprowadziło roczny macierzyński. Ale Wy pewnie z niego nie korzystacie... To tylko my bierzemy 500+, którego koszty ponosimy nie tylko my- rodzice, ale i ludzie, którzy dawno dzieci odchowali, bezdzietni...

      Usuń
  15. Rozumiem Cię doskonale. Ja z tych, co zmian nie lubią, pomijając te na które sama się decyduję, choć i one niosą ze sobą niewiadome. A zmiany zawodowe to byłby ogromny stres, bo ja pracuję w jednym miejscu kilkunastu lat. Choć pewnie z czasem pewnie można się odnaleźć i przyzwyczaić. Mój Mąż też nie lubi zmian, a pracował już w naprawdę wielu miejscach i dawał radę. Będziesz miała wokół siebie dzieci, które lubisz, wierzę że i życzliwych rodziców, a to najważniejsze. Powodzenia.
    PS. Nie zdążyłam się uzewnętrznić pod poprzednim wpisem - wyglądaliście pięknie. Piękna ta zieleń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ech, no właśnie- co innego, kiedy my sami dojrzewamy i chcemy zmian, a co innego, kiedy ktoś decyduje za nas. Niestety, ja z góry wiedziałam, że ta zmiana nie będzie dla mnie dobra (i nie było to wynikiem, powiedzmy tendencji do pesymizmu- po prostu rzeczowe wypisanie argumentów na "tak" i na "nie), przy jednoczesnej wiedzy, że póki co- niewiele mogę zrobić.
      Myślę, że jak już zamknę bloga, to wtedy wszyyyystko, od podstaw Wam tutaj opiszę. Na razie zrobić tego nie mogę, stąd te półsłówka i treści między wierszami...
      Dziękuję za miłe słowa :* Bardzo mi się taki odcień zieleni podoba, niewiele mam ubrań w tym kolorze.

      Usuń
    2. Tu chyba chodzi o pieniadze, tj. fundusze na prowadzenie "placowki" w danej gminie, prawda?

      Usuń
    3. Nie, Tarheel, a przynajmniej o pieniądze nie w takim sensie. Przedszkole, w którym pracowałam znajdowało się dosyć dużej dzielnicy Szczecina. Także nas od zawsze żadne dotacje z gminy nie dotyczyły...

      Usuń
  16. Taki juz jest ten swiat, ze wszyscy musimy sie adaptowac do jakichs zmian. Nie kazdy wszak dziedziczy rodzinny business i dom, jak Kulczyki. Co do slow: "Zmieniamy chujowy rząd..." - polscy wyborcy w 2015 zrobili to skutecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że i Kulczykowie stają twarzą w twarz ze zmianami... Może nie na takim poziomie jak zwykli śmiertelnicy, ale jednak.
      Oczywiście, gdyby tamten rząd był dobry, to ten WEDŁUG MNIE (i pozwolę sobie mieć u siebie prawo do tej opinii ;)) jednak dużo gorszy nie doszedłby do władzy.

      Usuń
    2. Ha, mozna gdybac i gdybac. Gdyby tamten rzad byl dobry... Ale nie byl. Jasne, jak na zalaczonym obrazku.

      Usuń
  17. Odpowiedzi
    1. Długo, bardzo długo by pisać Brytusiu. Jest wersja oficjalna, są domysły...
      Tu, póki co, uzewnętrznić się nie mogę.

      Usuń
  18. Ach, a tu kolejny ost a ja chyba już z pięc zaległych do nadrobienia naliczyłam... no nic, nie marudze tylko obiecuję ze nadrobię :)
    A tymczasem, zdjęcia jak zwykle zachwycają, a co do reszty..
    No w szoku jestem, w dobie kiedy brak tych placówek, ktoś postanawia je zamykać, ech. A druga sprawa, własnie to Wasze zawieszenie i tak olbrzymie zmiany.
    Ja zmian nie lubię, takich zmian i to bardzo. I rozumiem Twój stan doskonale i wcale a wcale Ci nie zazdroszcze, choć faktycznie moze będzie jeszcze fajniej niż było, to ten obecny czas nie jest fajny.
    Trzymam jednak kciuki.Głowa do góry!!
    ściskam

    OdpowiedzUsuń
  19. Wspaniały blog. Z przyjemnością poczytałam również stare posty. Przykro mi, że przeżywasz gorsze chwile zawodowe. Czas jednak pewnie uporządkuje Twoją codzienność i pomoże rozprawić się z rozżaleniem. Tego Ci życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Żal na pewno jest i niezrozumienie. Miłe w tym wszystkim jest to, że tak rodzicie dzieciaków się przejęli Waszą sytuacją.

    OdpowiedzUsuń
  21. Należę do osób, które zmian panicznie się boją, ale zawsze wychodzą mi one na dobre dlatego tego Ci życzę, abyś z czasem zobaczyła pozytywne strony tych zmian kiedy uporasz się z tymi negatywnymi.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  22. Piękne zdjęcia. Mam nadzieję, że już jest trochę lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  23. Oj, co ja czytam! Zamykają Was :(
    Mam nadzieję, że wszystko się dobrze (a najlepiej: lepiej) poukłada.
    Trzymam kciuki.
    U nas też zmiany... wiadomo. Póki co wygląda to nie najgorzej, ale ogólnie o samej reformie nawet się nie chcę wypowiadać. Pani Z., która zawsze i wszędzie głosi jak wszystko jest przygotowane świetnie, kłamie. Niby to wszyscy wiedzą, ale napiszę to oficjalnie. Wszystko w powijakach, na szybko, na byle jak i na kopiuj wklej. To samo ciut inaczej. I jak najwięcej z czasów PRL> Tyle ode mnie.

    OdpowiedzUsuń
  24. DZIEWCZYNY!
    Dziękuję za Waszą troskę i zainteresowanie...
    Piszę zatem tu te parę słów, ponieważ nie wiem, kiedy znajdę czas, siłę, motywację do kolejnego wpisu...
    Czyli tak: jestem, żyję, pracuję. Jest inaczej, ciężej, INACZEJ, CIĘŻEJ... Długo by rozwijać.
    Moje ciało chyba się buntuje, albo odchorowuje zmiany- a może jedno i drugie. Pierwszy tydzień pracy w nowym miejscu zaowocował tym, że od niepamiętnych czasów chodziłam spać po 21. Dla nocnego Marka, to naprawdę objaw, że coś się dzieje.
    Co rano muszę naprawdę walczyć ze sobą, żeby wstać z łóżka.
    I ostatnia kwestia- właśnie czuję, że coś mnie "rozkłada". Na zwolnienie pójść nie mogę- od dziś jest na nim jedna z nas.
    Oby do piątku. To hasło nigdy, ale to nigdy nie było mi tak bliskie. Mimo, że nawet w poprzednim punkcie weekendy zawsze były mile widziane.

    OdpowiedzUsuń
  25. Czasem też tak sobie marzę jakby to było cudownie mieć sporą sumkę na koncie i pracować bo się chcę i nie że muszę. Mimo że lubie bardzo to co robie to jednak obciążenie psychiczne robi swoje:(
    Zmiany lubię ale właśnie kiedy ja decyduję o tych zmianach.
    Trzymam kciuki za dalszy pozytywny rozwój sytuacji.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!