Mama2c

Mama2c

poniedziałek, 25 września 2017

Milion zdjęć z Berlina, czyli o naszym kolejnym jednodniowym wypadzie

Czy są jakieś korzyści z tego, że mój mąż jest właśnie na kolejnym szkoleniu (w weekend...) sędziowskim przed nowym sezonem? Oczywiście :) Bez wyrzutów sumienia mogę w sobotni wieczór napisać nowy post :D

Paradoksalnie- im mniej czasu mam, żeby tu bywać, tym bardziej mi się tego chce. Pewnie działa tu jakieś prawo, że kiedy nam źle, to ratujemy się tym co lubimy. To by na pewno tłumaczyło fakt, dlaczego ostatnio jem jeszcze więcej niż zazwyczaj :)

Mając tyle zaległości, celowo wybrałam całkiem świeży temat... To też forma terapii... Żebym sobie przypomniała i zakodowała, co dobrego przynosi mi ustawianie co wieczór budzika...

... bo przecież kiedy popłacimy już te wszystkie rachunki, raty, opłacimy przedszkole, obiady Elizy, Jej zajęcia pozalekcyjne, kupimy psu zapas karmy, to... czasem udaje się jeszcze gdzieś wyjechać. Jak wtedy w sierpniu, kiedy zaraz po powrocie z urlopu, kalendarz wskazał 15sierpnia.

Byliśmy, jak wspominałam, świeżo po urlopie i weselu brata, więc ani finanse, ani możliwości wzięcia dodatkowego dnia wolnego nie sprzyjały dalszym wojażom. Wiedzieliśmy również, że za żadne skarby nie obierzemy za cel kierunku nadmorskiego- w takie dni to naprawdę samobójstwo pod każdym względem. Nie pozostało nam zatem nic innego, jak wyruszyć za granicę. Jak to dumnie brzmi, prawda? No cóż- mamy to szczęście, że w naszym przypadku "za granicę", czasem oznacza ciut ponad godzinę jazdy autem...

Przy okazji mojego czerwcowego wypadu do Berlina, pisałam, że był to mój pierwszy raz. I może pamiętacie, że ubolewałam jednak nad tym faktem, że ani wcześniej nikt mnie tam nie zawiózł (rodzice), ani że ja sama jakoś omijałam w swoich planach tamto miejsce. Okazało się, że nie tylko ja- Marcin również nigdy przedtem nie był w Berlinie. W związku z tym, że chciałam, aby go zwiedził, jak również nie chciałam popełnić błędu moich rodziców, decyzja zapadła szybko: jedziemy do Berlina <3

Europejskie stolice chyba przyklaskują naszym decyzjom, ponieważ podobnie jak podczas urlopu w Pradze był upał nie do wytrzymania, tak i w Berlinie słońce mocno dało nam się we znaki. Po 12 na 2godziny schowaliśmy się w Muzeum Historii Naturalnej, ale i tak byliśmy wykończeni temperaturą, w szczególności Lila... Mimo to, udało nam się zobaczyć trochę więcej, niż zwiedziłam z dziewczynami w czerwcu. Tym samym mój apetyt na Berlin się nie zmniejszył :) Myślę, że najpóźniej wiosną znowu tam wrócimy. Tym bardziej, że dziewczynki żywo wspominają akurat tę wycieczkę. Zastanawiające, że już na przykład wdrapywania się na Śnieżkę nie przeżywają z takim podnieceniem...

Czas na zdjęcia. One zawsze najlepiej oddają to, co chciałabym Wam powiedzieć.

Tym razem do Berlina pojechaliśmy autem. Przy całej naszej rodzinie plus Mama bus się już zupełnie nie opłacał.  Marcinowi głowę tylko zaprzątało to, gdzie zaparkujemy. Po zorientowaniu się w sytuacji (ach te internety, to wcale nie takie zło ;)), zaparkowaliśmy na parkingu galerii Alexa. 7godzin postoju kosztowało nas 12euro- jak na Berlin to cena całkiem w porządku, a my mieliśmy święty spokój.

Zaczęliśmy więc od Placu Alexandra- kalendarz i Wieża Telewizyjna.


Ratusz...



Fontanna, przy której byłam też z dziewczynami w czerwcu.



Moment na chwilę zadumy ( pomnik? żydowskich dzieci, ale więcej niestety nie zrozumieliśmy)


Do tego wyjazdu przygotowałam się już znacznie lepiej- poczytałam przewodniki po berlińskich kawiarniach i knajpkach. The Barn było szczególnie polecane. Blogerzy, którzy odwiedzili to miejsce pisali, że to maleńka kawiarnia, ale mimo wszystko nie spodziewałam się, że aż tak mała :) Na szczęście akurat zwolniło się miejsce na zewnątrz i tam wypiłam swoje cappuccino, a mama małą czarną. Nie zawiodłyśmy się. Na pewno wrócę przy następnej okazji.



Moje dziewczynki lubią nasze wyjścia na kawę, gdzie zawsze znajdą coś dla siebie. Lubią spienione mleko z jakimś syropem/posypką. W The Barn również takie wypiły, a szczególnie spodobały się Im te urocze, małe kubeczki.


Zachowany fragment Muru Berlińskiego.
W czerwcu tam nie doszłam. Na pewno warto zobaczyć i uruchomić wyobraźnię, co tak naprawdę oznaczał ten mur dla zwykłych, takich jak my, ludzi... 
Fragment historii.






A teraz w zasadzie punkt kulminacyjny naszej wycieczki- Muzeum Historii Naturalnej.  Niesamowite, pod każdym względem, miejsce. Cokolwiek bym nie napisała, i ile zdjęć, bez względu na to jak dobrych, bym nie wrzuciła, nie odda to nawet w połowie tego, dlaczego warto się tam wybrać. Uwierzcie mi na słowo- to trzeba zobaczyć. Sam budynek, już z zewnątrz, robi wrażenie.
Potem jest już tylko lepiej.


Ten moment, kiedy naprawdę nie zdążysz jeszcze dobrze wejść, a Twoim oczom ukazuje się ten oto widok:






Wiewiórka... Wiem, wiem- na pierwszy rzut oka trochę (??) obrzydzające, ale tak sobie myślę, że to taka lekcja zoologii w pigułce...



Wszystkie stadia życia hipopotama... Dla Lilki, która miesiąc wcześniej widziała hipcia w gdańskim zoo- bardzo interesujący widok.



Tutaj po prostu zaniemówiłam po raz kolejny z wrażenia- tych słoików z formaliną i chyba wszystkim co żyje, albo kiedykolwiek żyło w wodzie, było tysiące...









Niestety dla mnie zwiedzanie skończyło się trochę szybciej- zrobiło mi się słabo, a że kiedyś miewałam incydenty omdleń w takich miejscach, wolałam nie ryzykować. Szkoda, bo to muzeum jest fascynujące.





Bundestag. Tym razem tylko z zewnątrz, ale kto wie- może następnym razem...




Klasyka, czyli Brama Brandenburska...



I w końcu, jak na wycieczkę przystało, czas wolny = zakupy :D
Ja już odwiedziłam berlińskie sklepiki z suwenirami podczas czerwcowego wyjazdu, nie było to już więc dla mnie takie wow, ale nie chciałam pozbawiać tej przyjemności dziewczyn, choć akurat Lilę może powinnam... To, co łączy każdy tego typu sklep, to misie wszelkiej maści- małe, duże, w formie breloczków, przytulanek. Do wyboru, do koloru- miś lotnik, miś w zimowym sweterku, oczojebny różowy słodziak (powiedzmy), miś raper...
Powiedziałam więc dziewczynom, żeby wybrały sobie po jednym.
No i się kurwa zaczęło. Eliza wzięła misia lotnika- jednego z fajniejszych, również moim zdaniem i ok. Za to Lila... Lilę to zadanie pokonało ;) Nie wiem, czy Ona była już taka zmęczona, czy wybór był za duży... W każdym razie do wybierania przez Nią berlińskiego misia nie chcę już wracać. Dodam tylko, że jako pamiątkę z Berlina przywiozła sobie... pieska. Dokładnie takiego samego, jakiego można kupić w Szczecinie w każdym sklepie z zabawkami.
A już po paru dniach szlochała, że musimy jeszcze raz jechać do Berlina, bo Ona chce misia...




Pamiętacie Nivea Haus z czerwca? Prawie tam z dziewczynami piszczałyśmy w czerwcu :)
Nie mogłam nie pójść tam z Mamą i z Elizą...
Tym razem zrobiłyśmy większe zakupy. Ach te promocje :D








Najstarsze muzeum w Berlinie wciąż przed nami. Może jak Lila ciut podrośnie?  Niezmiennie z zewnątrz robi na mnie wrażenie!


Wracając do auta, pod fontanną Neptuna jakiś pan puszczał bańki. Lila nie mogła sobie odmówić, żeby nie pobiegać za nimi. Przemilczę fakt, że 5minut wcześniej konała ze zmęczenia...
Na zdjęciach tego nie widać, ale razem z Nią biegały tam dzieci o różnym kolorze skóry, mówiące w różnych językach... Wszystkie miały taki sam ubaw... Jakie to piękne, prawda?



Niestety, nasza berlińska przygoda dobiegła końca...
Lubię to miasto. Chciałabym wrócić tam jak najszybciej. Na pewno przed nami (w końcu!!!) berlińskie zoo. Ciekawe co jeszcze!


40 komentarzy:

  1. Rewelacyjna wycieczka a wspomnienia jeszcze lepsze...

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, że macie Berlin na wyciągnięcie dłoni. Mnóstwo wrażeń, wspomnień. Niech no tylko Tygrys podrośnie i MHN jest nasze :) Lubimy takie miejsca. Już same budynki i wnętrza tych muzeów robią wrażenie. My mamy nieco inne osobliwości za granicą. Też mają swój urok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Wasze zagraniczne osobliwości też mamy chrapkę. A byliście już gdzieś? Możecie podzielić się wrażeniami i wskazówkami? No a Berlin polecam, szczerze!

      Usuń
  3. Ale Wam fajnie z tym Berlinem pod nosem :) Muszę się kiedyś z moją rodzinką wybrać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie.
      O tak, miło że blisko. Widzisz, jednak długo się tam wybrać nie mogłam.

      Usuń
  4. Martha, widze ze jednak warto wielokrotnie jechac do Berlina :) Piekne wycieczka i pewnie nie ostatnia! Nasz Bär z Berlina stoi na meblach- Mloda nam przywiozla i choc sami jeszcze tam nie bylismy jest to fajna pamiatka.
    Muzea powalaja na kolana, am mozna spedzic godziny i ciagle cos nowego odkrywac. Super, ze dajecie Dziewczynkom taki start intelektualny!!!
    Usciski :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są miasta, które się prędko nie nudzą. Może nie będę chciała wracać tam non stop, ale myślę, że warto pojechać tam więcej niż raz. Zresztą- musimy jechać po kolejnego misia lotnika :)
      Zobaczymy ile dziewczynki z tego zapamiętają, ile będą chciały kontynuować, w każdym razie- staramy się :)

      Usuń
  5. Świetne zdjęcia!!!
    Super, że Wam się chce jechać, szaleć, zwiedzać.
    A muzeum hn faktycznie robi wrażenie!
    Wcale mnie nie dziwi zachowanie Lilki - ani z te z misiami, ani te z bańkami.U nas jest podobnie, bo jak to mówi moje dziecię - muszę biegać, latać, fruwać, aby w ruchu wypoczywać;-0 Parafrazując piosenkę z "Pana Kleksa" na swój sposób;-)
    Spóźnione STO LAT dla Elizy!!!!!!;-)
    Pozdrawiam Tyśka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za życzenia :*
      No tak, dzieci mają swoje prawa i nam dorosłym czasem trochę zajmuje, aby je zrozumieć i zaakceptować :)
      Nam się zawsze chce. Ja nie wypoczywam, kiedy nie mogę gdzieś pojechać. Naprawdę rzadko, bardzo rzadko potrzebuję odpoczynku w domu.

      Usuń
  6. No faktycznie rozmach w budowlach widac gołym okiem😉
    Piękne wspomnienia i zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nigdy nie byłam w Berlinie, ale każda Twoja relacja z tego miasta zachęca mnie do takiej wycieczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, żeby Berlin i Was w sobie rozkochał!

      Usuń
  8. Widzę , że bardzo Was ciągnie za naszą zachodnią granicę - i wcale mnie to nie dziwi :) Też bym znów pojechała - tylko się zastanawiam, czy bardziej rodzinnie - czy raczej sama na zakupy ;) Pewnie połączymy obie te opcje ze sobą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ciągnie, ciągnie!
      Właśnie fajnie, że tam można to pogodzić!

      Usuń
  9. Boska relacja, niemalże poczułam ten klimat. Mnie przed takimi wyjazdami zawsze język blokuje, ale kto wie, może kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, blokadę językową rozumiem aż za dobrze. Mój angielski też pozostawia wiele do życzenia. Jeśli będziesz miała mapę i wcześniej dobrze się do tego przygotujesz, to jest wielce prawdopodobne, że w ogóle nie będziesz musiała używać języka :) W sklepach też tylko płacisz i jedyne co możesz powiedzieć to "danke" :)
      Możesz też podejść do tego w formie wyzwania, żeby choć trochę się tego języka poduczyć. Sama mam taki zamiar, bo jakby nie patrzeć- szalenie ułatwia to podróżowanie, choćby właśnie w niwelowaniu obawy przed nim.
      Życzę powodzenia zatem!

      Usuń
  10. Nigdy nie byłam w Berlinie.
    naprawdę....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juti, pora więc to zmienić. Łucji na pewno by się spodobało. To co na początek? Zoo, czy zwiedzanie? :)

      Usuń
  11. Wcale Ci sie nie dziwie, ze chcesz tam wrocic, ze zdjec wylania sie naprawde piekne miasto. A wracac jest do czego, bo jak kazde duze miasto nie da sie zwiedzic w ciagu kilku dni, a czesto i tydzien to za malo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z miastami, które mnie zauroczą, a z Berlinem tak właśnie było, mam tak, że chciałabym do nich wracać w różnych porach roku, żeby zobaczyć je w innej odsłonie. No marzy mi się jesienny Berlin, co tu dużo kryć :)
      Fakt, dużo nam jeszcze zostało do zobaczenia, także wszystko przed nami.

      Usuń
  12. Swietna wycieczka, piekne zdjecia, Martha! :D

    W Muzeum Historii Naturalnej bylam w Waszyngtonie, lata temu. I pamietam, ze tez niemal piszczalam ze szczescia przy kazdej gablotce. ;) Kiedys chce zabrac Potworki do nowojorskiego, ale musza jeszcze podrosnac, zeby docenic wage takiego muzeum.

    Nie dziwie sie, ze Lile "pokonal" wybor misia. To samo bylo z Potworkami rok temu, po wizycie w motylarni. Pol godziny ryku, a w koncu wzieli po malenkiej pieczatce z... rybka. :)

    Z tym zmeczeniem, to Nik moze spokonie przybic piatke Lili. Nie na darmo sa rowiesnikami. ;) On tez marudzi, ze zmeczony, ze goraco, ze juz nie da rady... Ale daj mu rower, zeby sobie pojezdzil, to nagle sily mu wracaja! Warunkiem jest, zeby ta jazda byla w kolko i bez celu, bo jak rodzice obiora kierunek, to nagle sil znow brakuje... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, te podobieństwa między nimi są zabójcze. Wow, domyślam się, że te w Waszyngtonie, czy w Nowym Yorku muszą być jeszcze bardziej niesamowite. Fajnie, że wszystko przed Wami.

      Usuń
    2. Nowojorskie Muzeum Hist. Natur. odwiedzilam 2-krotnie i mam co wspominac do dzis. Wielkie i prze-ciekawe, jak to w USA.

      Usuń
    3. Zazdroszczę takich możliwości!!!

      Usuń
  13. O rety, nie wiedziałam nawet, że w Berlinie jest takie Muzeum Historii Naturalnej. Bardziej mi się kojarzyło z Londynem;) Miłosz byłby zachwycony! My w sumie też daleko nie mamy, a do tego znajomi mieszkają w Berlinie, to może i na nocleg byśmy się załapali. Trzeba będzie pomyśleć. Ja w Berlinie byłam chyba 2 razy jak dotąd i bardzo mi się podobało. Fajnie, że tak sobie rodzinnie zwiedzacie kiedy się tylko da :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iso, zatem wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że powinniście wybrać się do Berlina. Rzeczywiście- wykorzystujemy każdą okazję. Na szczęście zazwyczaj obojgu nam się chce.
      Buziaki!

      Usuń
  14. Robicie naprawdę super wycieczki! Tez lubię Berlin (pociagiem-błyskawicznie, blizej niż do Warszawy)>a Muzeum Historii Naturalnej- chyba bym wprowadziła obowiązkowo dla kazdego! POzdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz Basiu- może kiedyś spotkamy się w Berlinie :)
      Masz rację- warto, aby każdy je zobaczył. Ja zawsze dużo o nim słyszałam, i to mnie tak nakręciło. Absolutnie nie żałuję i sama teraz też polecam!

      Usuń
  15. Jeden dzień, a zdjęc pełna karta :) Skąd ja to znam :) Ale takie wycieczki są cudowne i zdjęcia sa doskonałą pamiątką!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to normalne :) Czasem na zwykłym spacerze robię ich bardzo, bardzo dużo :) Chcę zatrzymać wszystko w kadrze.
      Buziaki

      Usuń
  16. A ja na d... siedzę...
    Mogę tylko pozazdroscić! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juti, wiesz że czasami swoje trzeba odsiedzieć, żeby potem ruszyć. Tego Ci/Wam życzę 😘

      Usuń
  17. Dziekuje, ze znow przypominasz mi Berlin. Dawne czasy wracaja we wepomnieniach... Ze znanych, slynnych miejsc polecam jeszcze Pergamonmuseum i kawiarnie/restauracje na wiezy TV na Alexander Platz. To szczyty berlinskich atrakcji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o muzea berlińskie, to chyba wszystkie chciałabym zobaczyć. I wjechać na górę wieży telewizyjnej również! We wtorek moja Mama obiera kierunek Berlin

      Usuń
  18. My, po wyjeździe w Bieszczady, zaplanowaliśmy kolejne wakacje w Pradze , ale kusisz niesamowicie tym Berlinem :) zwłaszcza że jakiś czas temu oglądałam "Berlin Syndrome" i chciałabym zobaczyć też tę mniej turystyczną część miasta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno jest tego warta. Sama chętnie bym zobaczyła. Ale co do Pragi... Warto, naprawdę. Niedługo napiszę o naszych wakacjach i Praga też tam będzie.

      Usuń
  19. Takie decyzje są najlepsze :) Chętnie podążyłabym Waszym śladem. Super!

    OdpowiedzUsuń
  20. Byłam pod TYM murem, kiedy jeszcze nie był tylko "wspomnieniem"...
    Cudowny wypad, cudowne zdjęcia!
    Zazdraszczam.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny. Będzie mi bardzo miło jeśli zostawisz po sobie komentarz. Dzięki temu będę mogła odwdzięczyć się tym samym!